Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
176 postów 115 komentarzy

Rozwój czy zagłada społeczności światowej

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wyżywienie nie stanowi więc naturalnego ograniczenia rozwoju, ale takie ograniczenie jest wywołane sztucznie przez nieludzki system i może być przezwyciężone.

                                              

Rozwój czy zagłada społeczności światowej

 

Prof. dr.hab. Włodzimierz W. Bojarski

 

                                   

1. Sztuczne i naturalne ograniczenia rozwojowe

W początku XIX wieku Thomas Malthus ogłosił złowróżbną doktrynę twierdząc, że szybciej wzrasta liczba ludności (z postępem geometrycznym) aniżeli produkcja żywności (z postępem arytmetycznym). Stwierdzał, że to prowadzi do nędzy i trzeba hamować przyrost ludności. Następne dwieście lat doświadczenia ludzkości wykazały fałsz tej doktryny. Możliwości wzrostu produkcji żywności znacznie przekroczyły wzrost ludności i dziś największym zmartwieniem Unii Europejskiej jest problem – jak zmniejszyć nadmiar żywności i ograniczyć uprawy. A przy tym niestety i dziś miliardy ludzi w świecie cierpi głód. Nawet w Polsce co czwarte dziecko jest niedożywione [1], chociaż co trzeci obywatel cierpi na nadwagę z przejedzenia, a polska ziemia byłaby w stanie wyżywić dwukrotnie więcej ludzi niż obecnie. Polska jest też najlepszym przykładem, w jaki sposób krańcowo wadliwa gospodarka, realizowana w cudzych, egoistycznych interesach, prowadzi do dotkliwej biedy pomimo dobrodziejstw natury[2].

           Wyżywienie nie stanowi więc naturalnego ograniczenia rozwoju, ale takie ograniczenie jest wywołane sztucznie przez nieludzki system i może być przezwyciężone. Podobna sytuacja dotyczy, przynajmniej częściowo, innych ograniczeń w rozwoju społeczeństw i krajów, wynikających z wyczerpywania nieodnawialnych zasobów Ziemi i zniszczenia środowiska. Ograniczenia te występują jednak konkretnie i są coraz większym zagrożeniem dla całego świata. Mówiąc o nim w 1969 r. Sekretarz Generalny ONZ U-Thant stwierdził: „Członkom  Narodów Zjednoczonych pozostało może dziesięć lat na uregulowanie zastarzałych waśni i podjęcie wspólnej ogólnoświatowej inicjatywy w celu zahamowania wyścigu zbrojeń, poprawy warunków środowiskowych człowieka, zlikwidowanie groźby eksplozji demograficznej oraz nadanie należytego rozmachu wysiłkom w dziedzinie rozwoju.”

           Świat jest coraz bardziej powiązany wielorakimi zależnościami i dlatego, obok szczegółowych opisów różnych regionów i procesów, trzeba ogarniać intelektualnie i analizować także świat jako żywą całość. Takie ujęcie jest oczywiście bardzo ogólne i uproszczone; w wielu fragmentach może odbiegać od rzeczywistości. W 1971 r. J. W. Forrester, twórca matematycznej analizy dynamiki systemów, zastosował ją do modelu świata. Stwierdził, że świat znalazł się już na granicy możliwości rozwojowych, to znaczy że już przekroczył bezpieczny poziom zaludnienia i aktywności produkcyjnej.[3]Odwołując się do tych prac, zaczęto mówić na forum światowym o potrzebie t.zw. „zerowego wzrostu”, odnosząc go przede wszystkim do wzrostu ludności świata.

Dokładniejsze badania wykonane przez D.H. Meadows, D. Meadows i innych dla Klubu Rzymskiego stwierdziły, że świat zbliża się dopiero do granicy swoich możliwości, ale może też wybrać inną korzystniejszą drogę rozwoju (Granice wzrostu)[4]. Po trzydziestu latach zespół autorski powtórzył te badania dla aktualnych warunków. W podsumowaniu w 2004 r. stwierdził, że świat kontynuując dotychczasowe działania nie stoi jednak przed jakąś zdeterminowaną przyszłością; przekroczył już niektóre bezpieczne ograniczenia rozwojowe, ale w polityce społeczno-gospodarczej ma nadal do wyboru zasadniczo odmienne drogi. Dwie z nich związane są z kontynuowaniem dotychczasowych sposobów egoistycznego, rabunkowego gospodarowania i prowadzą świat do upadku. Natomiast trzecia droga daje możliwość rozwoju: Granice rozwoju istnieją i już się do nich zbliżamy, nie wszystkie już przekroczyliśmy, a przeto mamy jeszcze dość czasu, pod warunkiem, że nie będziemy go dalej tracili.Mamy akurat tyle energii, materiałów i pieniędzy, tyle odporności w środowisku, tyle zalet w ludziach ile trzeba, by zmniejszyć natężenia destrukcji środowiska przyrodniczego, a wraz z tym przeprowadzić rewolucję niezbędną dla trwania, wiodącą znakomitą większość ludzi do lepszego świata”. [5]

           Wybór i realizacja tej trzeciej drogi wymaga jednak głębokiej, moralnej (ekohumanizacyjnej) przemiany cywilizacyjnej, jaką od dawna wskazują w swoich encyklikach papieże: Paweł VI i Jan Paweł II. Lesław Michnowski, który w Polsce najszerzej zajmuje się tą problematyką [6] podkreśla za papieżem [7], że taka przemiana musi obejmować: zmianę wzorców konsumpcji i produkcji, rewolucję społeczno-edukacyjną oraz zasadnicze przekształcenie całej infrastruktury organizacyjno-instytucjonalnej i technicznej. Wymaga to pilnych, odpowiednio ukierunkowanych badań naukowych i działań wdrożeniowych. Jan Paweł II pisał: „Dzisiaj bardziej chyba niż w przeszłości ludzie zdają sobie sprawę z łączącego ich wspólnego przeznaczenia, aby budować razem, jeśli chce się uniknąć zagłady wszystkich.”(Sollicitudo rei socjalis, p.26, 1987)

           Od czasu U-Thanta w ciągu minionych czterdziestu lat wykonano szereg studiów i prognoz, które ogólnie potwierdziły konieczność i możliwości pilnego wyboru jednej z dwu dróg: wiodącej świat do katastrofy lub do powszechnego rozwoju. Ostatnio potwierdził tą opinię również światowy liberał, znany i w Polsce Jeffrey Sachs, stwierdzając w swoim studium, podobnie jak papież Jan Paweł II: „... wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wspólny los (...) świat jako całość troszczyć się musi o zrównoważony rozwój wszystkich regionów. Żadna część świata nie może być pozostawiona w skrajnym ubóstwie lub być wykorzystana jako miejsce do składowania toksycznych odpadów.” [8]

Odbyło się też wiele ważnych spotkań światowych, z udziałem przywódców państwowych i innych czołowych osobistości, które zdecydowanie wypowiedziały się za wyborem drogi i zespołu działań zapewniających trwały, zrównoważony rozwój społeczno-gospodarczy i ekologiczny świata. Wystarczy przypomnieć Światowy Szczyt na rzecz Rozwoju Społecznego w Kopenhadze w 1995 r., Światową Konferencję Klimatyczną w 1997 r. i Porozumienie z Kioto(dotyczące zmniejszenia emisji szkodliwych gazów), Deklarację Milenijną ONZ z 2000 r. oraz Odnowioną Strategię Trwałego Rozwoju Unii Europejskiej z 2006 r.

 

2. Rabunkowa eksploatacja zasobów

 

           Najbogatsze 20 % ludności świata zużywa 70% światowej energii, 75% metali i 85% drewna, podczas gdy 2 miliardy ludzi nie ma energii elektrycznej w miejscu zamieszkania, a 1,4 miliarda ludzi nie ma dostępu do wody pitnej.[9] Przy takim zapotrzebowaniu bogatych i rosnącej zachłanności, troska o zapewnienie sobie dostępu do nieodnawialnych zasobów Ziemi od dawna skłaniała kraje rozwinięte do eksploatacji zasobów zniewolonych krajów kolonialnych. Po upadku systemu kolonialnego w połowie ubiegłego wieku, przebudowano światowy system zniewolenia i z pomocą ideologii neoliberalnej stworzono nowy, znacznie tańszy, sprawniejszy i bardziej niszczący system neokolonialny.[10]

Szybki rozwój azjatyckich tygrysów: Korei, Tajwanu i Singapuru zwiększył zaniepokojenie surowcowe świata, które jeszcze bardziej się nasiliło pod wpływem stałego szybkiego wzrostu gospodarczego Chin i Indii oraz Brazylii. Ponadnarodowe korporacje z pośpiechem i pomocą dyplomatyczno-militarną wykupują i zawłaszczają zasoby naturalne i zakłady przeróbcze na całym świecie, nie dbając o ich racjonalną eksploatację i ochronę środowiska oraz o potrzeby i interesy miejscowych społeczeństw i krajów. Korzystają przy tym z trudności finansowych krajów wcześniej podstępnie zadłużonych i pewnego przymusu wyprzedaży ich majątku. Do tego dochodzi często korupcja, kolaboracja i nieudolność gospodarcza rządów na drodze rozwoju.

Działania takie spotkały się w 1993 r. z ostrą krytyką papieża Jana Pawła II, który stwierdził: „Niepohamowany pęd nielicznej grupy uprzywilejowanych do przywłaszczania sobie dóbr ziemi i do ich eksploatacji staje się przyczyną nowego rodzaju zimnej wojny, tym razem między Północą a Południem planety, między krajami uprzemysłowionymi a ubogimi” [11].

           W sytuacji podobnej do krajów neokolonialnych znalazła się i Polska, ze swoim ogromnym i stale rosnącym zadłużeniem oraz brakiem rozwojowego programu gospodarczego. Rządy w Warszawie kończą już wyprzedaż większości naziemnego majątku narodowego; na wokandzie są jeszcze Zakłady Azotowe w Tarnowie, Siarkopol i bezcenny kombinat - Polska Miedź. Teraz próbują wykorzystać koniunkturę surowcową i sprzedawać nasze podziemne bogactwa naturalne. Władze przypomniały sobie m.in. o głęboko zalegających pokładach gazu łupkowego i szczelinowego i jak doniosła prasa, wydano już 44 koncesje na jego poszukiwanie. Około 12% obszaru kraju wydano obcym na podziemną penetrację.

 Została przygotowana nowa ustawa Prawo geologiczne i górnicze [12],która wprowadza istotne ułatwienia i uproszczenia w wydawaniu zagranicznym podmiotom koncesji na poszukiwanie i wydobycie w Polsce ropy naftowej, gazu ziemnego, metali i innych strategicznych surowców. Ustawa przewiduje także możliwość przeniesienia wydanej koncesji na rzecz innego podmiotu, co może łatwo prowadzić do międzynarodowego handlu naszymi zasobami geologicznymi. A przecież zasoby te, jakich nasi wrogowie dotychczas nie zdołali nam zabrać, stanowią własność wielu przyszłych pokoleń Polaków.

           Nie spełniły się żadne obietnice neoliberalnych globalistów głoszących od lat, że wraz ze wzrostem zamożności bogatych wzrośnie również zamożność biednych. Niektóre z krajów zostały nawet w ostatnich dziesięcioleciach zepchnięte do skrajnego ubóstwa. Inne wbrew globalizmowi, największym własnym wysiłkiem narodów Azji, Ameryki Południowej i częściowo Afryki, osiągnęły niewielki wzrost. Ale wszystkie mają do tego prawo i bez obcego wyzysku mogłyby łatwiej go realizować. Jakże mało skuteczna, a nawet pozorna jest tak reklamowana światowa pomoc agent ONZ i innych organizacji dla krajów rozwijających, jeśli prawie co czwarty mieszkaniec Ziemi nie ma nadal dostępu do wody pitnej. Czy to nie interesuje światowych organizacji ekologicznych?

 

3. Wątpliwe wyniki badawcze i ograniczenia ekologiczne

           Pseudonaukowe doktryny rozwojowe, poczynając od T. Malthusa, opierają się na zasadniczym błędzie logicznym, przy którym jutrzejsze (przyszłe) potrzeby społeczne konfrontuje się z wczorajszymi (dawniejszymi) możliwościami (gdyż dzisiejszych, obecnych jeszcze nie zdążyliśmy poznać). Natomiast racjonalne myślenie o przyszłości powinno wychodzić także od przyszłych potrzeb społecznych i wskazywać zadania rozwojowe nauce, technice, infrastrukturze, administracji i władzom, jakie należy podjąć i zrealizować aby zapewnić w przyszłości możliwą pomyślność całej społeczności. Na początek dobrze jest przyjąć przytoczoną wyżej, ogólną optymistyczną ocenę sytuacji, określoną dla świata przez zespół badawczy Meadowsów w 2004 r.

           Ocenę tę potwierdził ostatnio J. Sachs, we wspomnianej już pracy, odwołując się do badań H. H. Rognera i stwierdzając: „Dostępne zasoby paliw stałych są wystarczające dla XXI wieku, nawet w sytuacji znacznego wzrostu gospodarczego (...). Groźba wyczerpywania się zasobów naturalnych nie stanowi właściwej i jedynej miary zagrożeń. Ziemia dysponuje zasobami energii, gruntami, różnorodnością zasobów biologicznych i zasobów wodnych niezbędnych do wyżywienia ludności świata i zapewnienia długookresowej pomyślności gospodarczej dla wszystkich. Główny problem polega na tym, że same rynki nie są w stanie doprowadzić do mądrego i zrównoważonego wykorzystania tych zasobów.”[zapewniającego likwidację nędzy i właściwą ochronę środowiska]. Do tego konieczne są nowe instytucje prawne i bardziej altruistyczne postawy menadżerów. J. Sachs postuluje również stabilizację ludności świata w przyszłości na poziomie 8 miliardów.

Od szeregu lat bogate centra globalistyczne wykorzystują finansowane przez siebie studia ekologiczne, nie poddawane szerszej naukowej weryfikacji, do uzasadnienia korzystnych dla siebie wymagań w zakresie ochrony środowiska. Wymagania te, określane przez odpowiednio dobrane formy strukturalne i prawne, istotnie różnicują koszty ich realizacji w różnych krajach i stają się dogodnym sposobem utrudniania konkurencji i rozwoju krajom słabszym ekonomicznie. Jeszcze w 1994 r. Stefan Kozłowski zwracał uwagę, że z pośród około stu konwencji (istniejących już wówczas) wiele powoduje poważne konsekwencje gospodarcze i dlatego trzeba się krytycznie odnosić do dalszego ich poszerzania.[13]

           I tak wszystkim krajom, bogatym i biednym narzuca się obowiązek zmniejszenia emisji dwutlenku węgla o ten sam procent, niezależnie od wielkości emisji, struktury paliw miejscowych i dotychczasowego zanieczyszczenia świata. A różnice są tu bardzo duże; np. w USA emisja ta wynosi 20 ton na osobę, a w Indiach 1,2 tony na osobę. Ustalony procentowo obowiązek zmniejszenia emisji dyskryminuje kraje na drodze rozwoju, a również Polskę ze względu na naszą węglową bazę paliwową. Ponadto odwraca on uwagę od podstawowego problemu świata, jakim jest istotne zmniejszenie zanieczyszczeń przez głównych trucicieli. I tak np. Stany Zjednoczone nie podpisały nawet Porozumienia z Kiotoz 1997 r. o zmniejszeniu emisji, a w końcu lat osiemdziesiątych wytwarzały około 80% niebezpiecznych odpadów w świecie. [14] Ta sama fałszywa polityka możnych tego świata odezwała się na ostatniej konferencji klimatycznej w Kopenhadze w końcu 2009 r., gdzie obłudnie akcentowano potrzebę finansowego wsparcia biednych państw w walce ze zmianami klimatycznymi.

 Konferencja kopenhaska skończyła się fiaskiem nie tylko ze względu na znaczne różnice interesów. Również dlatego, że doktryna o wpływie człowieka na ocieplenie klimatu nie znajduje dostatecznego uzasadnienia naukowego i mnożą się obserwacje jej przeczące. Znane są przecież okresowe znaczne ocieplenia i oziębienia (zlodowacenia) klimatu Ziemi w okresie prehistorycznym oraz mniejsze okresowe oziębienia i ocieplenia klimatu w okresie historycznym. W ogólnym bilansie emisji gazów cieplarnianych podstawę stanowią emisje naturalne, a udział działalności człowieka jest minimalny.[15]

Unia Europejska trzyma się jednak tej doktryny i zdecydowała, że do roku 2020 zredukuje swoje emisje dwutlenku węgla o 20%. Liczy przy tym zapewne znowu na Polskę i inne kraje ostatnio przyłączone (ponieważ dawne kraje Unii nie zmniejszyły emisji) oraz na szerszą sprzedaż swoich nowych technologii, co może być jakimś impulsem rozwojowym w okresie kryzysu. W Niemczech uruchomiono już pilotażową instalację do absorpcji i skraplania dwutlenku węgla oraz jego transportu i składowania w podziemnym złożu po gazie. Podobna instalacja jest przewidywana dla nowego bloku 858 MW w elektrowni Bełchatów.[16]

Coraz powszechniejsza staje się świadomość, że podtrzymywanie doktryny o wpływie człowieka na ocieplenie klimatu służy jedynie naciskom ideologiczno-gospodarczym i politycznym. Potwierdziła to niedawna wypowiedź Richarda Benedick, zastępcy sekretarza stanu USA : „Traktat o globalnym ociepleniu musi być wdrożony, nawet jeśli nie ma dowodów na poparcie efektu cieplarnianego”.[17] Warto przy tym zwrócić uwagę, że w globalistycznej polityce ekologicznej prawie się nie mówi o innych znacznie groźniejszych zanieczyszczeniach wytwarzanych masowo przez kraje rozwinięte, jak chociażby odpady radioaktywne z przemysłu i elektrowni atomowych.

 

4. Trzeba wybierać: walka o rozwój czy zagłada

            Pomimo licznych wyraźnych deklaracji rozwojowych i pozytywnych zobowiązań, rządcy tego świata; struktury globalistyczne, wielki kapitał, światowy syjonizm, władze USA i ponadnarodowe korporacje, kontynuują bez istotnych zmian dotychczasową egoistyczną, neokolonialną i rabunkową działalność gospodarczą w świecie. Dokonały już więc wskazanego powyżej wyboru i zdecydowały kroczyć nadal dotychczasową zgubną drogą (przekraczając różne groźne ograniczenia), w kierunku jakiejś katastrofy. Aby jej uniknąć podjęły działania dla zmniejszenia ludności świata. Taki wybór globalistów potwierdza wywołany przez nich światowy kryzys finansowy i dalsze działania w tym samym kierunku, bez prób naprawy, czy zmiany systemu.

 Wspomniany na początku Denis Meadows został niedawno zapytany przez SPIEGEL ONLINE : „Czy jest możliwe istnienie 9 miliardów ludzi na naszej Planecie?.”Uczony odpowiedział zdecydowanie: „Nie. Nawet 7 miliardów byłoby zbyt wiele – przynajmniej jeśli oni wszyscy mieliby standardową stopę życiową. Jeśli myślisz, że jest dopuszczalne (akceptowalne) istnienie małej elity która cieszy się przyzwoitym stylem życia i zdecydowanej większości która jest tego pozbawiona, wtedy Ziemia może prawdopodobnie utrzymać 5 do 6 miliardów ludzi. Jeśli chcesz, aby każdy miał pełne możliwości odpowiedniego wyżywienia i osobistego rozwoju, wtedy możliwe jest utrzymanie 1 albo 2 miliardy ludzi”.[18]

           Jest to ocena szokująca, znacznie bardziej pesymistyczna, aniżeli podana wyżej z 2004r. Zapewne nie jest oparta na tak wnikliwych badaniach jak tamta i ma charakter czysto ideologiczny. Wydaje się jednak, że wyraża ona pewne, dotychczas tajne credowładców kapitału i rządców światowych, których główną myślą i kierunkiem działania od czasu       U-Thanta jest zmniejszenie ludności świata. Taki też postulat został powtórzony oficjalnie przy okazji Konferencji klimatycznej w Kopenhadze w końcu 2009 r. [19]

Eksplozja demograficzna to był taki neomaltuzjański straszak ostatnich dziesięcioleci. Nie tak dawno, 65 lat temu ludność świata liczyła około 2 miliardy, po wojnie szybko wzrastała i 40 lat temu obawiano się, że w 2010-2020 r. może wynieść nawet 11 miliardów. Obecnie wynosi jednak około 6,6 miliarda, a na dalsze lata średnia prognoza ONZ przewiduje na rok 2020 -7,5 miliarda, na 2030 r.- 8,2 miliarda i na 2050 – 9,0 miliardów.

W rzeczywistości wraz z rozwojem kultury ludności dochodzą do głosu wyższe potrzeby człowieka i możliwości cywilizacyjne (kształcenie dzieci, praca zawodowa kobiet, zaangażowanie społeczne, leczenie i t.p.), które w sposób naturalny zmniejszają rozrodczość, bez stosowania środków nienaturalnych i zabójczych. Jednak rządcy światowi nie starali się o rozwój kultury. Do znacznego zmniejszenia przyrostu ludności świata, a w niektórych regionach nawet do spadku, doprowadziły wielorakie zbrodnicze działania różnych światowych agent i misji, również ONZ.

Na Światowej Konferencji Ludnościowej kraje rozwijające oskarżyły kraje bogate m. in. o zaszczepienie 800 tyś. dzieci w krajach ubogich wirusem HIV. W wyniku takiej zbrodni i choroby AIDS średnia długość życia w krajach afrykańskich maleje. Przykładowo w ciągu pięciu lat między 1993 a 1998 średnia długość życia w Afryce Południowej obniżyła się z 65 do 55 lat, w Zimbabwe z 51 do 40 lat, a w Malawi z 48 do 40 lat.[20]

W sytuacji, gdy rządcy tego świata i globaliści dokonali już wskazanego powyżej wyboru i kroczą katastrofalną drogą ku przyszłości, każdy świadomy człowiek z pozostałej znacznej większości został postawiony przed dramatyczną alternatywą. Słusznie, choć drastycznie formułuje ją L. Michnowski, w nawiązaniu do niedawnej wypowiedzi D. Meadowsa ; „Albo zaakceptuje się bogactwa i dobrobyt 1 miliarda „nadludzi” oraz własną biedę i stopniową zagładę kilku miliardów „podludzi”, albo włączy się bezzwłocznie do nieugiętej powszechnej walki dla realizacji dobra wspólnego i stworzenia warunków do rozwoju całej ludzkości.”[21]

Dotychczas znaczna większość ludzi utrzymywana jest przez polityków i media w nieświadomości tej alternatywy. Przez lata była łudzona mirażem rozwoju i powszechnego dobrobytu, a trwając w tej iluzji zostaje powoli marginalizowana i eliminowana. Przejściowo, a nawet trwale można zostać indywidualnie kolaborantem i pomagać bogatym w wyzyskiwaniu i zniewoleniu ubogich, można też na różne sposoby ratować się i dorabiać samemu, nie dbając o resztę. Można się w końcu pocieszać, że być może w dalszej perspektywie czasowej resztka „podludzi” trafi do rezerwatów, tak jak dawni Indianie.

Naturalnie, w różnych krajach i regionach świata taka przyszłość jawi się mniej lub bardziej wyraźnie, w bliższej lub dalszej przyszłości. Wskazane procesy dokonują się z różną intensywnością, mogą też być przyspieszane i opóźniane zależnie od postawy i aktywności poszczególnych społeczeństw i rządów. Od nas wszystkich zależy, czy wybierzemy i podejmiemy walkę o rozwój życia i dobro wspólne na ziemi, czy poddamy się biernie marginalizacji i eksterminacji.

Włodzimierz Bojarski

 

 

 


[1] Podstawski M.: Bezdomność w III Rzeczpospolitej; Realia, 2009, nr.5, s.76.

[2] Podstawski M.: Ubóstwo w Polsce i na świecie; Realia, 2009, nr.6.

[3]Forrester J. W.: World Dynamics; Wright-Allen Press, Cambridge 1971.

[4]Meadows D. H., Meadows D. i inni: Limits to Growth (Granice wzrostu);Universe Books, New York 1972.

[5]Meadows D. H., Meadows D. i inni: Limits to Growth, the 30-Years Update(Granice wzrostu, trzydzieści lat      później);Chelsea Green Publishing Company, Vermount 2004.

[6]Michnowski L.: Społeczeństwo przyszłości a trwały rozwój;Komitet Prognoz PAN, Warszawa 2006,  Wiedza o

 przyszłości w przezwyciężeniu globalnego kryzysu; Przyszłość. Świat-Europa-Polska 2009, nr.2 i inne.

[7]Jan Paweł II : Centesimu annusp.36, 1991.

[8]Sachs J.: “Common Wealth, Economics for a Crowded Planet (Powszechne bogactwo.Ekonomia dla zatłoczonej planety); Allan Lane, 2008.

[9]Góralczyk B.: W jakim świecie będziemy żyli wg. raportu UNESCO;Polska 2000 Plus, Komitet Prognoz PAN, 2000, nr.2.

[10]Bojarski W.: Gospodarka i państwo dla społeczeństwa; Warszawska Szkoła Zarządzania –S.W., Warszawa 2009, rozdz.2.

[11]Jan Pawel II: Dialog miedzy nauką a wiarą;w: L!Osservatore Romano(wydanie polskie) 1993, nr.7.

 

[12] Druk sejmowy nr.1696, 3 tomy około 1000 stron, patrz także :www.nettg.pl– portal górniczy.

[13]Kozłowski S.: Ekologia po Rio;Biuletyn Rady Ekologicznej przy Prezydencie RP, Warszawa 1994 nr.2.

[14]Keating M.: Globalny program działań;Szczyt Ziemi, Agencja GEA, Genewa 1993.

[15]Waydel P.: Manipulowanie globalnym ociepleniem;Eurogospodarka, 2010, nr.1.

[16]Tobolska J.: Problemy ze składowaniem CO2 ;Eurogospodarka 2010, nr.1.

[17]Waydel P.: Manipulowanie globalnym ociepleniem; jak wyżej.

[18] http://www.spiegel.de/international/world/0,1518,666175,00.html.

[19]Jackowski J. M.: Ekoludobójstwo;Nasz Dziennik 29.12.2009.

[20]Sulmicka M.: Ubóstwo we współczesnym świecie;SGH, Warszawa 2001

[21]Synteza odczytu 8.01.2010.

 

KOMENTARZE

  • Proszę zapoznać się z całością:
    TO TYLKO... REALIZACJA UTOPII (skrót)
    http://www.racjonalnyrzad.pl/forum/viewtopic.php?f=5&t=12

    Tu tylko fragmenty:

    Dostępne złoża neodymu i 16 innych tak zwanych pierwiastków ziem rzadkich kończą się. Faktem jest natomiast, że pierwiastki ziem rzadkich są ważne dla wszystkich rodzajów technologii – to one sprawiają, że nasze smartphony wibrują, nasze telewizory cieszą oczy żywymi czerwieniami i zieleniami, a twarde dyski komputerów zapisują dane w swojej pamięci.
    Ta świadomość przeraża wielu technologów i naukowców.
    CHINY ALARMUJĄ: NASZE ZASOBY METALI GWAŁTOWNIE SIĘ KURCZĄ
    Chiński rząd ostrzega, że zasoby tzw. pierwiastków ziem rzadkich, używanych do produkcji m.in. ekranów LCD, telefonów komórkowych czy ogniw akumulatorowych, kurczą się w bardzo szybkim tempie. To efekt nadmiernej 50-letniej eksploatacji i nielegalnego wydobycia - informuje bbc.co.uk.
    Zasoby Chin spadają i roczna gwarantowana podaż musi być zmniejszona - można przeczytać w opublikowanym przez chińską agencję Xinhua rządowym raporcie.
    Chińczycy dysponują 23 proc. światowych zasobów pierwiastków ziem rzadkich, ale ich udział w eksporcie tych surowców wynosi aż 90 proc. Od kilku lat rząd chiński podnosi ich ceny i wprowadził ograniczenia eksportowe.
    USA, Japonia i Unia Europejska zaskarżyły Chiny do Światowej Organizacji Handlu. Uznały, że ograniczenia eksportowe są niezgodne z zasadami wolnego rynku.
    Jesteśmy gotowi współpracować z zaangażowanymi stronami w celu rozwiązania sporu w możliwie najkrótszym terminie - stwierdził Gao Yunhu, zastępca szefa Biura Pierwiastków Ziem Rzadkich w Ministerstwie Przemysłu i Technologii Informatycznych Chin. - Jednocześnie będziemy aktywnie korzystać z zasad WTO w celu obrony uzasadnionych praw i interesów Chin".
    Kończą się zasoby ropy naftowej (30-40 lat), uranu (ok. 40 lat), gazu (ok. 60 lat), węgla (ok. 200-300 lat).


    Polskie odpady zgromadzone w jednym miejscu stworzyłyby górę o długości 1 km i wysokości podwójnego Everestu,
    Na polskich składowiskach znajdują się 2 mld ton odpadów przemysłowych i 4 mln ton odpadów komunalnych,
    Codziennie każde duże miasto w Polsce wysyła na składowisko sto ciężarówek z odpadami.
    Ilość nagromadzonych odpadów zwiększyła się trzykrotnie przez ostatnie 20 lat.
    Zajmowana przez te odpady powierzchnia zwiększyła się dwukrotnie.
    40 mln obywateli produkuje rocznie 10 mln ton odpadów komunalnych.
    Szacuje się, że rocznie do śmieci trafia ponad 1550 ton baterii i akumulatorów, 11500 ton farb i 3000 ton farmaceutyków, 130 mln ton odpadów przemysłowych rocznie przybywa w Polsce.

    1,3 mld ton odpadów rocznie powstaje w Unii Europejskiej.

    1,6 mln ton rocznie niebezpiecznych odpadów powstaje w Polsce


    NAUKOWCY ZBADAJĄ PLASTIKOWĄ ZUPĘ
    Plastikowa zupa śmieciowa to ogromny (rozciąga się na 500 mil morskich) kożuch składający się z plastikowych odpadków. To największe na Ziemi wysypisko śmieci - ciągnie się od wybrzeży Hawajów aż po Japonię - wreszcie zostanie zbadane.
    Na spotkanie z jednym z najbardziej niezwykłych zjawisk naszej planety wyrusza kalifornijski statek New Horizon. Na jego pokładzie popłynie ponad 30 naukowców, i techników. Wyprawa współorganizowana przez University of California ma potrwać około trzech tygodnie.
    Naukowcy z załogi New Horizon umieszczają specjalne urządzenie do pomiaru głębokości i temperatury wód
    W „Wielkim Pacyficznym Płacie Śmieci” (Great Pacific Garbage Patch) pływa około 100 mln ton plastiku. Zupa śmieciowa nie jest wykrywana przez satelity, dostrzec ją można jedynie ze statków. Według Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Ochrony Środowiska (UNEP) co roku przez plastikowe śmieci ginie ponad milion morskich ptaków oraz ponad 100 tys. morskich ssaków. W ich żołądkach znajdowane są strzykawki, zapalniczki i szczoteczki do zębów.

    [Tą chorobotwórczą, śmiercionośną „zupę” trzeba jak najszybciej wydobyć i zneutralizować! I nigdy nie tworzyć! A więc nie wolno wrzucać śmieci, wpuszczać ścieków do jakichkolwiek wód, w tym rzek, jezior, mórz! – red.]

    CO ROKU GINĄ MILIONY ZWIERZĄT. PRZEZ ZANIECZYSZCZENIA
    WWF: oszczędzajmy energię, by je ratować.
    World Wide Fund for Nature (WWF) alarmuje, że jesteśmy świadkami największego wymierania gatunków od czasów zagłady dinozaurów. Zagrożony jest co czwarty gatunek ssaków i co trzeci gatunek płazów - informuje stooq.com.
    Najgorzej sytuacja przedstawia się w strefie równikowej - najbogatszej pod względem przyrodniczym, gdzie liczebność zwierząt zmniejszyła się aż o 60 proc. - informuje WWF w specjalnym oświadczeniu z okazji Światowego Dnia Zwierząt.
    Jak można temu zapobiec? Według WWF powinniśmy zacząć oszczędzać energię, zrezygnować z jazdy autem na rzecz roweru oraz przestać śmiecić.
    Ponad milion ptaków i 100 tysięcy ssaków ginie co roku z powodu zanieczyszczenia mórz i oceanów plastikowymi odpadami. Żyjące w oceanach od milionów lat żółwie morskie są obecnie zagrożone wyginięciem m.in. z powodu zjadania plastikowych torebek, które do złudzenia przypominają meduzy - przysmak żółwi. Albatrosy zjadają plastikowe zakrętki od butelek, biorąc je mylnie za pokarm - informuje WWF. | WB

    POTOP PLASTIKU
    MIKROSKOPIJNE KAWAŁKI TWORZYW SZTUCZNYCH ZALEWAJĄ OCEANY. LEŻĄ NA PLAŻACH, PŁYWAJĄ W WODZIE, NAJWIĘCEJ JEST ICH NA DNIE MORSKIM

    (...) Najpierw uczeni ruszyli na morskie wybrzeże najbliżej ich macierzystego uniwersytetu w Plymouth. Zebrali tam 30 próbek osadu – część wprost z plaży, część z delt rzecznych, a pozostałe z oceanicznego dna położonego poniżej strefy pływów. Czegóż tam nie znaleźli? Poczynając od włókien nylonu, przez kawałki polietylenu, poliestru, aż po mikroskopijne kawałki poliwinylu.

    – To resztki ubrań, opakowań i sznurków – twierdzą naukowcy.
    Zaintrygowani badacze wybrali się w inne rejony wybrzeża. W sumie zebrali próbki z 17 plaż. „Mikroplastiki” były wszędzie. Ale może opadają one na dno i nie krążą w wodzie? By to sprawdzić uczeni wykorzystali już zebrane próbki wody morskiej. Od lat 60. bowiem regularnie co roku na dwóch trasach, od Szkocji do Wysp Szetlandzkich (315), wyławiano wodę wraz z drobną ilością planktonu. Całość skrzętnie przechowywano. Trudno o lepszą gratkę dla poszukiwaczy zaginionych „mikroplastików”.

    Kiedy badacze wzięli pod mikroskop historyczne próbki, ujrzeli w nich mnóstwo kolorowych drobinek. To były sztuczne tworzywa. Niektóre miały kształt kulisty, większość jednak stanowiły włókna o średnicy porównywalnej z ludzkim włosem. Prawdopodobnie stanowiły one tylko część wszystkich plastikowych zanieczyszczeń. Co gorsza, im młodsza była próbka, tym więcej takich małych fragmentów w niej pływało. Z analizy wynikało, że na przełomie lat 70. i 80. liczba „mikroplastików” w wodzie oceanicznej wzrosła kilka razy.
    (...)
    Brytyjczycy przeprowadzili prosty eksperyment. Do akwarium, w którym żyły drobne morskie skorupiaki i pierścienice, w lali wodę z niewielką liczbą „mikroplastików”. Kiedy po kilku dniach zajrzeli tam ponownie, wszystkie rodzaje tworzyw sztucznych można było odnaleźć wewnątrz zwierząt. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób plastiki szkodzą ich organizmom. Zapewne – spekulują autorzy badań – na rozdrobnionych kawałkach tworzyw sztucznych mogą się zbierać i powstawać różnorodne szkodliwe związki chemiczne. Czy te toksyny trafią potem do żołądków zwierząt? Jeśli tak, to jak bardzo im szkodzą? Na to pytanie – ważne, bo przecież drobne organizmy morskie są pożerane przez ryby, z których część trafia potem na nasz stół – uczeni nie znają jeszcze odpowiedzi.

    NAUKOWCY ALARMUJĄ: ZJADAMY TO, CO WYPŁYWA Z PRALEK
    Zdziwisz się, ile mikroplastiku jest w jedzeniu.
    Mikroskopijne plastikowe śmieci z pralki dostają się do wody i trafiają do oceanów. Są potem zjadane przez zwierzęta i trafiają do łańcucha pokarmowego - informuje bbc.co.uk.
    Około 80 proc. wszystkich plastikowych odpadków, które trafiają do środowiska naturalnego, jest mikroskopijnej wielkości. Zastanawialiśmy się, nad ich pochodzeniem. Teraz nie mamy już wątpliwości, ich źródłem są nasze pralki - twierdzi dr Mark Brown z University of California, współautor badania.
    Badacze zebrali próbki z 18 plaż na całym świecie. Okazało się, że we wszystkich znaleźli mikroplastik, czyli drobinki tworzyw sztucznych mniejsze niż 1 mm. Największe stężenie mikroplastiku występowało jednak w pobliżu dużych skupisk ludzkich.
    Większość tych odpadów miała włóknistą strukturę. Przede wszystkim były to cząsteczki poliestru, akrylu i nylonu - opowiada dr Brown.
    Naukowcy postanowili sprawdzić, czy źródłem tego skażenia mogły być miejskie ścieki. Okazało się, że odkryli w nich te same mikroplastiki.
    W rezultacie Brown i jego kolega profesor Richard Thompson z University of Plymouth przeprowadzili szereg eksperymentów z pralką, by sprawdzić, czy w odprowadzanej z niej wodzie znajdą mikroplastik.
    Byliśmy zaskoczeni, gdy okazało się, że z jednego ubrania z poliestru podczas prania oddziela się aż 1900 mikrowłókien - opowiada dr Brown.
    Te mikroskopijne fragmenty plastiku zjadają później zwierzęta, np. ryby. Mikroplastik trafia do ich układu krwionośnego i odkłada się w komórkach. Potem wraz z rybami trafia na nasz stół.

    W samej Wielkiej Brytanii przemysł odzieżowy i tekstylny produkuje około 3,1 mln ton dwutlenku węgla, 2 mln ton śmieci i ok. 70 mln ton zanieczyszczonej wody w ciągu roku.

    [M.in. mikroplastiki są także m.in. w glebach uprawnych, a to za sprawą podlewania ich skażoną wodą, ścierania się opon, lakierów, farb samochodowych, plastikowych pługów, szczotek w odśnieżarkach, oczyszczarkach drogowych, a następnie rozwiewania takiego pyłu przez wiatr, wyrzucanych gdzie popadnie plastikowych śmieci, w tym reklamówek, które wiatr znosi na pola, gdzie są zaorywane wraz z glebą, a także za sprawą nawożenia pól organicznymi odpadami z hurtowni warzyw, owoców, gdzie także trafiają plastikowe odpady (część jest razem z odpadami organicznymi na msu mielona)!
    No to jak będzie z tym PKB, dążeniem do bogactwa/co naprawdę rośnie, do czego dążymy, co osiągamy...!!! – red.]


    Zaniedbania kolejnych rządów w Polsce powojennej doprowadziły do tego, że obecnie nie mamy praktycznie w ogóle wód I-szej klasy czystości (1% w roku 2000), które jako jedyne mogą być surowcem do produkcji wody pitnej w zakładach wodociągowych. Bowiem tylko z takiego surowca da się wyprodukować czystą, zdrową i bezpieczną wodę pitną. Z powodu braku wód I-szej klasy, ale także II-giej klasy czystości (6% w 2000 roku) zmuszeni jesteśmy przerabiać do picia ścieki w postaci wód III-ciej klasy (33% w 2000 roku) oraz wód pozaklasowych (60% w 2000 roku). Nie można się zatem dziwić, że w 1 litrze dzisiejszej wody kranowej mamy ponad 1 000 mg związków chemicznych, których nie da się z niej usunąć żadną z tradycyjnych metod.

    Wisłą spływa rocznie między innymi około 175 ton ołowiu, 50 ton rtęci i 14 ton kadmu.

    Woda pitna w Warszawie zawiera do 110!!! razy większe stężenie chlorowanych węglowodanów, do 60 razy większe stężenie chlorobenzenów i do 50 razy większe stężenie chlorofenoli niż zezwala na to norma. Aktywny chlor używany do dezynfekcji wody surowej może wytworzyć w wyniku reakcji chemicznych ponad 250 (!!!) toksycznych i mutagennych chloropochodnych substancji.

    Kolejną tragiczną sprawą jest fakt, że liczba organicznych związków chemicznych normowanych w Polsce w wodzie do picia jest znikoma. Natomiast liczba toksycznych związków chemicznych organicznych, które nie podlegają żadnej normie sięga tysięcy.

    O zanieczyszczeniach wody pitnej i wielu innych sprawach...
    http://www.eioba.pl/a/1oag/o-zanieczyszczeniach-wody-pitnej-i-wielu-innych-sprawach | 24/01/2008


    Dzisiaj nasze śmietniki wyglądają inaczej - era plastików z rakotwórczym polichlorkiem winylu, trujące baterie i akumulatory, farby i lakiery, lekarstwa i inne odpady szpitalne, popioły z pieców węglowych itd., itp. Nie ma sensu wymieniać tutaj wszystkiego, bo tak naprawdę to wszystko co produkujemy w fabrykach chemicznych, prędzej czy później wyląduje na śmietnikach. Nie zapominajmy również, że oprócz omawianych tutaj odcieków ze śmietnisk, do rzek dostają się bezpośrednio ścieki komunalne, przemysłowe oraz rolnicze (nawozy i pestycydy).


    Światowe tempo wycinania lasów: 1 hektar na sekundę; 860 km2 dziennie; 310 tysięcy km2 rocznie: to prawie powierzchnia Polski. Tempo wymierania gatunków: w lasach tropikalnych: 35 gatunków dziennie; na całej Ziemi: 137 gatunków dziennie.

    Osobne szacunki pokazują, że ludzkość konsumuje 25 proc. zasobów naturalnych więcej, niż planeta jest w stanie odtworzyć. Zużywamy zasoby naturalne w takim tempie, że gdyby to odtworzyć w skali globalnej, to światową populację musiałyby wspierać trzy planety.
    Jeżeli nic się nie zmieni to już w 2050 roku do życia potrzebna nam będzie nie jedna, ale pięć planet.
    Szacuje się, że co roku na świecie ponad 75 mld ton ziemi ulega erozji. Najgorzej jest w Chinach, gdzie gleby niszczone są przez rolnictwo 57 razy szybciej niż są one w stanie się naturalnie regenerować. W Europie 17 razy, a w Ameryce 10 razy szybciej. To oznacza, że za 60 lat nie będziemy mieli gdzie uprawiać roślin - twierdzi prof. John Crawford.
    Opublikowany przez „Independent” raport Centrum Prognoz i Badań Klimatycznych Hadley, działającego przy Biurze Meteorologicznym Wielkiej Brytanii, przewiduje, że pustynie, stanowiące obecnie 3 proc. powierzchni naszej planety, do 2100 zajmą aż 1/3 jej powierzchni.
    CZEKAJĄ NAS WIELKI GŁÓD, CHOROBY I WOJNY. KATASTROFA CORAZ BLIŻEJ
    Liczba ludzi na Ziemi zbliża się do punktu krytycznego.
    Zdaniem ekspertów z UNEP - agencji ONZ do spraw środowiska, grozi nam globalny głód - alarmuje „The Daily Mail”.
    Stanie się tak, jeśli połowa powierzchnia ziemi zostanie zurbanizowana. A do tego jest już coraz bliżej, bo teraz ten wskaźnik wynosi już 43 proc.
    To oznacza, że wyniszczenie lasów i populacji większości zwierząt i ryb. Problemem będzie też dostęp do źródeł wody.
    Już niebawem ludzie będą żyć w zupełnie nowej rzeczywistości, która będzie dla nich skrajnie nieprzyjazna - ostrzega prof. Anthony Barnosky z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.
    Dodaje, że może się to stać już nawet w 2045 roku.


    Ponad 10 proc. gruntów rolnych w Chinach jest zanieczyszczona przez ołów, cynk i inne metale ciężkie.
    To poziom, które przekracza wszelkie normy. Po raz pierwszy rządowi eksperci potwierdzili, że problem dotyczy tak wielkiej powierzchni kraju - informuje Reuters.
    Wan Bentai z chińskiego resortu ochrony środowiska mówi, że skażenie to efekt osiadania na polach zanieczyszczeń z kominów hut oraz przedostawania się do gleby metali ciężkich w ściekach i odpadach stałych z zakładów przemysłowych.
    Miesięcznie odnotowujemy ok. 10 nowych przypadków skażenie. Lokalne władze ignorują zalecenia rządu, bo stawiają rozwój gospodarczy przed ochroną środowiska - mówi Wan.
    Chińskich przemysł zużywa rocznie ok. 4,1 mln ton ołowiu – to najwięcej na świecie. Dla człowieka ten metal jest bardzo niebezpieczny: uszkadza nerki oraz układ nerwowy i rozrodczy.


    Zanieczyszczenie pyłem przekracza na Śląsku 400 proc. normy - alarmuje RMF FM.
    Tak jest w Zabrzu.
    O ponad 300 proc. normy przekroczone są w Wodzisławiu Śląskim i niewiele mniej w Żywcu, Gliwicach, Katowicach, Tychach i Sosnowcu.
    Aż o blisko 300 proc. przekroczone zostały normy pyłu zawieszonego nad Tarnowem.
    Osoby starsze, chore, kobiety w ciąży i małe dzieci nie powinny wychodzić z domów. Należy także unikać wysiłku fizycznego – zalecają lekarze.
    Mocno zanieczyszczone jest także powietrze w Skawinie. Normy przekroczone są również w Krakowie.
    ZIEMIA NIE MA CZYM ODDYCHAĆ. NAJGORSZE POWIETRZE W HISTORII
    Padł kolejny rekord.
    Poziom gazów cieplarnianych w atmosferze Ziemi przebił właśnie najczarniejsze prognozy naukowców – alarmuje Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO).
    Ilość podtlenku azotu od czasu rewolucji przemysłowej, wzrosła w atmosferze o 20 proc. Poziom CO2 zwiększył się o 39 proc., a metanu aż o 158 proc. - podała WMO.
    Powodów jest kilka: spalanie paliw kopalnych, wycinka lasów oraz stosowanie nawozów.
    Odnotowane wartości przekroczyły najgorszy z siedmiu scenariuszy emisji gazów cieplarnianych przedstawionych na konferencji ekspertów ONZ, która odbyła się w 2001 roku – podaje AP.
    ZATRUTE POWIETRZE WISI NAD POLSKĄ. TAK ŹLE JESZCZE NIE BYŁO
    W Krakowie normy pyłu zawieszonego są przekroczone nawet 400 krotnie - alarmuje „Gazeta Krakowska”.
    Eksperci przewidują, że będzie jeszcze gorzej.
    Do naszych płuc dostają się wtedy siarka, węgiel, związki azotu, wapnia oraz trujące, rakotwórcze wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne i dioksyny.
    TOKSYCZNY PYŁ NAD POLSKĄ. LEPIEJ NIE WYCHODZIĆ Z DOMU
    Normy przekroczone o 1200 proc.
    Bardzo wysokie stężenie pyłu w powietrzu utrzymuje się w woj. śląskim. W Zabrzu dobowe normy zostały przekroczone o ponad 1200 proc. - ostrzega TVN Meteo.
    Wdychanie pyłu może być szkodliwe dla zdrowia. To mieszanina cząstek stałych i ciekłych. Zawiera m.in. drobinki węgla, siarczany, azotany, chlorki, a także substancje toksyczne: wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, dioksyny i furany.
    W Rybniku normy zostały przekroczone o 1086 proc., w Sosnowcu o 856 proc., Wodzisławiu o 728 proc., Gliwicach o 582 proc., Żywcu o 540 proc., Katowicach o 468 proc., Częstochowie o 396 proc. - informuje Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego.
    Najbardziej narażeni na drażniące działanie pyłu zawieszonego są osoby cierpiące na choroby układu oddechowego i na niewydolność krążenia.
    Należy unikać długotrwałego przebywania na otwartej przestrzeni oraz wysiłku fizycznego na powietrzu - radzą lekarze.
    ALARM W MAŁOPOLSCE! NIE MA CZYM ODDYCHAĆ Drastycznie przekroczone normy. Lekarze radzą zostać w domach
    Najgorsza sytuacja jest w Krakowie, gdzie stężenie niebezpiecznego pyłu zawieszonego przekroczyło normy siedmiokrotnie. Od kilku dni w małopolskich miastach nie ma wiatru, a ze względu na temperaturę ludzie zużywają więcej węgla i drewna do ogrzewania mieszkań.
    Lekarze apelują, aby do minimum ograniczyć wyjścia z domu osób chorych. Pył zawieszony może być groźny również dla kobiet w ciąży i małych dzieci - dodaje stacja.
    Eksperci ostrzegają, że w części miejscowości na południu Polski wzrosło też stężenie dwutlenku siarki.
    GIGANTYCZNE STĘŻENIE PYŁU NAD POLSKĄ. 1500 PROC. NORMY!
    Ostrzeżenie dla mieszkańców.
    Bardzo wysokie stężenie pyłu na Śląsku utrzymuje się już od kilku dni. W Wodzisławiu Śląskim dobowe normy zostały przekroczone w ciągu ostatniej doby o prawie 1500 proc., w Zabrzu o 1128 proc., w Rybniku o 992 proc. i w Sosnowcu o 906 proc. - donosi „Rzeczpospolita”.
    Problem ma też Częstochowa (400 proc. normy), Cieszyn (344 proc.) i Dąbrowa Górnicza (336 proc.).
    Powód to opalanie domów węglem oraz spalanie śmieci w domowych piecach.
    Pył zawiera dużo szkodliwych a nawet toksycznych substancji, m.in.: drobinki węgla, siarczany, azotany, chlorki, a także wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, dioksyny i furany - informuje „Rzeczpospolita”.


    Emisje w wyniku działalności człowieka wynoszą 27 miliardów ton na rok. Wulkany emitują rocznie 130-230 milionów ton atmosferycznego CO2
    Wulkany emitują rocznie między 0,2 a 1% ludzkich emisji. Co oznacza, że tylko w zeszłym roku wyemitowaliśmy więcej dwutlenku niż wulkany w XX wieku.


    Spaliny samochodowe niszczą mózgi. Powodują utratę pamięci oraz chorobę Alzheimera - twierdzą amerykańscy naukowcy.

    POWIETRZE W WARSZAWIE ZABIJA. CO ROKU SETKI OSÓB
    Warszawskie powietrze już nie nadaje się do oddychania. Stężenie zanieczyszczeń jest coraz wyższe. Jeszcze nie skończył się marzec, a w stolicy już została wykorzystana dopuszczalna liczba dni w roku, w których stężenie pyłków zawieszonych w powietrzu może zostać przekroczone - informuje rdc.pl.
    Dopuszczalny poziom stężenia pyłu w powietrzu atmosferycznym odnosi się dla frakcji dziecięciu mikrometrów. Zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska z 3 marca 2008 roku liczba przekroczeń wartości dopuszczalnej powinna być nie większa niż 35 dni w roku - tłumaczy portalowi dr Grzegorz Majewski z SGGW.
    Czym oddychają mieszkańcy stolicy? W powietrzu unoszą się drobiny dioksyn, furanów, ołowiu i siarki. Największym problemem jest jednak dwutlenek azotu oraz benzopiren, który jest rakotwórczy. Jak oceniają specjaliści z powodu zanieczyszczenia powietrza w Warszawie umiera co roku ok. 300 osób.
    Ale nie tylko mieszkańcy samej stolicy cierpią. Zanieczyszczenia ze stolicy sięgają nawet 50 kilometrów poza obręb miasta - do powiatu sokołowskiego czy węgrowskiego.

    Zanieczyszczone powietrze zabija co roku ponad 50 tysięcy Brytyjczyków. Z tego powodu umiera więcej osób niż w wyniku wypadków samochodowych, chorób spowodowanych otyłością czy biernym paleniem - alarmuje „The Daily Mail”.
    Eksperci wskazują, że statystycznie zanieczyszczenia skracają życie każdego Brytyjczyka o 8 miesięcy. Osoby żyjące w centrach miast mogą żyć jednak nawet 9 lat krócej.

    Zanieczyszczenie powietrza powoduje śmierć dwóch milionów osób rocznie.
  • Rozwój, czy zagłada?
    To błędnie postawione pytanie.
    najpierw należy zdefiniować czym jest rozwój. Jak go rozumieć.

    Wg mnie, i prezentuję to w Cywilizacji Polskiej - występuje obecnie pomieszanie pojęć związanych z rozwojem; rozwój w cywilizacjach Porządku Niezgodności jest odrębnie rozumiany niż w Cywilizacji Polskiej (jedynej - Porządku Zgodności).

    Tymczasem w świadomości oba pojęcia są mylone.

    W niedługim czasie napiszę notkę na ten temat - bo to ważna kwestia i bez jej prawidłowego naświetlenia - trudno o jednoznaczne konkluzje.
  • @
    "Coraz powszechniejsza staje się świadomość, że podtrzymywanie doktryny o wpływie człowieka na ocieplenie klimatu

    służy jedynie naciskom ideologiczno-gospodarczym i politycznym.

    Potwierdziła to niedawna wypowiedź Richarda Benedick, zastępcy sekretarza stanu USA : „Traktat o globalnym ociepleniu musi być wdrożony, nawet jeśli nie ma dowodów na poparcie efektu cieplarnianego”.[17]"
    ==========================

    Delikatnie napisane po profesorsku, ale prawda jest straszniejsza.
    Jestem pewny że cieplarniany cyrk i bajki o przeludnieniu mają uzasadnić ludobójstwo (które cały czas trwa) na skalę przy której Hitler z komunistami to tylko niegrzeczne przedszkolaki. Oni chcą (i to czynią) wymordować miliardy ludzi, trwa sterylizacja, eugenika i obniżenie płodności jest faktem, miliardy nienarodzonych są mordowane w łonie "matek"-POTWORÓW. Czemu służą loty CHEMTRAILS m.in na terenie Polski zdaje się z głównie z terenu bratnich (Rosji itd) Niemiec? Poprawiają nam klimat, gaz rozweselający snują żeby nie zwariować w erze Tuska?

    Mnie ocieplenie pasuje. Z tego ciepła zbiory mi wymroziło, drzewka owocowe, ziemniaki iyd Śniegu brakuje zimą.

    Elity NWO, czyli tzw globaliści to coś znacznie gorszego od nazizmu, komunizmu, to opętane demony przysłane wprost z piekła, bo nikt normalny nie realizowałby takich planów, nie snuł ich. Powinno się ich zamykać za snucie totalitaryzmu kolejnego. Przecież to jest zakazane konstytucyjnie, ustawowo, spokojnie można dowieść że to kontynuacja nazizmu i komunizmu!
  • @Klub IP
    Redaktor wszedł na komentowanie i trzeba go pogonić, niech sobie idzie precz. Strategia globalistów jest dość łatwa do rozszyfrowania, globaliści wybrali drogę ekstensywnego rozwoju, co skutkuje ograniczaniem produkcji towarowej i przemysłowej. W Polsce efektem tej strategi rozwoju było całkowite zniszczenie przemysłu i całej gospodarki krajowej, bo taką ekonomię III RP miała wskazaną i przeznaczoną do realizacji. A głupota polskich polityków polega na bezrozumnym podporządkowaniu się globalistom z UE. Przychodzi czas i kres tej polityki nastąpić musi i nastąpi szybko, złodzieje będą uciekać drzwiami i oknami, jak szczury z tonącego okrętu.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

ULUBIENI AUTORZY

więcej