Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
176 postów 115 komentarzy

Pielęgnujmy pamięć o powstaniu styczniowym

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Obecne elity władzy nie robią żadnej łaski i naród polski nie zasłużył sobie by, to co mu się należy, a mianowicie, możliwość godnego uczczenia bohaterów tamtego zrywu powstańczego, została mu zapewniona.

Powstanie Styczniowe- 150 lat temu

Julian Lewiński

Jesteśmy świadkami coraz dziwniejszych zachowań polskich decydentów. Nie od rzeczy w tym miejscu zauważyć, czy to właśnie polskich. Rzecz jednak w tym, że to, tu nad Wisłą, w Warszawie prezydent, premier, sejm i senat tego kraju długo walczyli z nieznanymi przeciwnościami, by wreszcie uhonorować 150 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Rzecz wydaje się być tym bardziej kuriozalna, bowiem w setną rocznicę za panowania Władysława Gomułki, nikomu nie przychodziło do głowy, by ukrywać ten fakt. Ówczesna władza, jak to w jej stylu bywało, usiłowała jedynie wykorzystać setną rocznicę, dla uzasadnienia głębokich rewolucyjnych powiązań polsko-rosyjskich.

Dlaczego jednak dzisiaj, w kraju podkreślającym wolność słowa i demokrację, w kraju w którym decydenci ciągle odmieniają przez różne przypadki słowo PATRIOTYZM, tak wybiórczo traktuje się przeszłość? Oczywiście sprawa rozbija się o „ANTYROSYJSKOŚĆ”. Władze ciągle boją się, że zostaną o to posądzone. Czy, mamy zatem sądzić, że w Moskwie na pamiątkę roku 1612 zadomowiła się „ANTYPOLSKOŚĆ?” Miejmy jednak w pamięci również i to, że gdyby w 1863 roku wszyscy pod zaborem rosyjskim myśleli tak, jak niejaki Wielowiejski, to dzisiaj mówilibyśmy wszyscy po rosyjsku, a ten sam premier Tusk i jego partia nie mieliby nic do powiedzenia w kraju nad Wisłą i nie byłoby tematu. Obecne elity władzy nie robią żadnej łaski i naród polski nie zasłużył sobie by, to co mu się należy, a mianowicie, możliwość godnego uczczenia bohaterów tamtego zrywu powstańczego, została mu zapewniona.

Europa i świat z zażenowaniem patrzyły, jak polski parlament usiłował nie dopuścić do uchwalenia odpowiedniej ustawy. Z niedowierzaniem konstatowano na europejskich salonach, że polski premier na tyle obawia się Rosji, że „dla dobra sprawy” gotowy jest zrezygnować z pamięci o narodowowyzwoleńczej walce Polaków. Dopiero, gdy Litwa pokazała, jaką wagę przywiązuje do rocznicy Powstania Styczniowego, nastąpiło olśnienie w polskim sejmie i senacie, a pan prezydent zwyczajowo zaczął wysuwać się na czoło organizatorów tych obchodów.

I chyba słusznie podsumował to w jednej z gazet dziennikarz/  AW /-Bystrzejszych” realistów” z obozu Tuska powstanie styczniowe, podobnie jak warszawskie kłuje w oczy wartościami, do których oni Sami nie dorastają…..wczołgali się na świecznik władzy i chcą na nim pozostać.

Nie bójmy się przy tej okazji podkreślić, że Powstanie Styczniowe, chociaż było dobrze przygotowane pod względem cywilnej organizacji rządowej, to przygotowania wojskowe były słabe. Zebrane z różnych armii ościennych państw kadry dowódcze, mimo wielkiego patriotyzmu i poświęcenia, przy braku wyszkolonych oficerów młodszych, podoficerów, a przede wszystkim niedostatecznej organizacji i uzbrojeniu, nie były w stanie stworzyć jednolitej armii powstańczej. Nie powiodła się strategiczna ofensywa, mająca zadanie w pierwszym etapie oswobodzenie terenu. Wojska rosyjskie mocno osadziły się w dużych miastach i twierdzach, spychając powstańców do drobnych miasteczek i wiosek. W warunkach zimowych rozdrobnione oddziały powstańcze, bez odpowiedniego uzbrojenia i wyposażenia nie były w stanie pokonać przeciwnika, przez co zostały zmuszone do działań partyzanckich, dając wojskom rosyjskim możliwość odpowiednich przegrupowań i kolejnego rozbijania powstańczych zgrupowań.

Czy jednak to,  upoważnia pewne środowiska do krytykowania i wyśmiewania wszystkich naszych powstańczych zrywów? Szczególnie mocno dało się zauważyć ten antypowstańczy temat w ostatnich dwóch dekadach polskich przemian. Z jednej strony, corocznie drastycznie zmniejsza się dostęp młodzieży do polskiej historii, przykrywając europejskim kosmopolityzmem dzieje Piastów, Jagiellonów, Czarneckiego, Sobieskiego czy Batorego, a jednocześnie totalnie krytykując powstańcze zrywy narodu, podkreśla konieczność zaprzestania świętowania klęsk narodowych. Obecne elity jakby zapomniały, że całe pokolenia wychowały się w kulcie tych powstańczych zrywów, co miało znaczący wpływ na podtrzymanie polskości na zagrabionych przez zaborców ziemiach.  W tym miejscu koniecznie trzeba zapytać, dlaczego nasi celebryci, mieniący się historykami, nie wykonali  rzetelnych  opracowań dotyczących powstania styczniowego. Dlaczego telewizyjni celebryci, tak często rozprawiający o nowych filmach, dotychczas nie mogą się pochwalić wymiernymi osiągnięciami. A przecież okres walk powstańczych to kopalnia tematów. Czyżby temat martyrologii wybranego narodu, tak mocno zaabsorbował naszych reżyserów?

Pamiętajmy również o tym, że ta „antyrosyjskość” to wymysł tych, co zawsze skutecznie przeciwdziałali poprawnym stosunkom polsko-rosyjskim. Rosjanom dzisiaj nie przeszkadza, że w dalekim Irkucku jest ulica poświęcona polskim powstańcom, że narody zamieszkujące daleką Syberię z namaszczeniem wspominają naszych rodaków, którzy tak licznie zasiedlili te niegościnne obszary, pozostawiając do dni dzisiejszych swoich potomków i polską mowę.

Tym wszystkim, którzy z takimi oporami zgodzili się, /wobec społecznych przygotowań do obchodzenia rocznicy/  na oficjalne  obchody tej narodowej rocznicy, pragnę przypomnieć, że nigdy nie zdarzyło się, by w takich bólach i zapewne, też tak będzie w tym roku, gdy 19 kwietnia odbywać będą się obchody 70-tej rocznicy powstania w getcie warszawskim. Obawiam się, że również bez echa może przejść 92 rocznica zwycięskiego trzeciego powstania śląskiego/ 1921r / .

Trudno znaleźć wytłumaczenie dla blokowania przez Platformę uchwały upamiętniająca 150 rocznicę Powstania Styczniowego. To nie był przypadkowy błąd. To przemyślana decyzja, której nie da się wytłumaczyć.

Jeżeli ktoś twierdzi, że Powstanie Styczniowe przyniosło narodowi polskiemu duże straty, to powinien pamiętać, że wówczas każdego roku Polacy wcielani do rosyjskiej armii na ponad dwadzieścia lat ponosili straty w walkach z narodami rosyjskiego imperium . Czy bez powstania styczniowego Polakom pod zaborem żyło by się lepiej? Niech obecni krytykanci pokażą, że sami potrafią lepiej rządzić dla dobrą Polaków.

We wtorek 22 stycznia, w Warszawie, w 150 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, dla upamiętnienia tych wydarzeń środowiska patriotyczne organizują szereg uroczystości.

Stowarzyszenie KLUB INTELIGENCJI POLSKIEJ dla uczczenia pamięci poległych za Ojczyznę powstańców, ich czynu walki narodowo - wyzwoleńczej, organizuje zbiórkę swych członków przy Kwaterze Powstańców Styczniowych na Cmentarzu Powązkowskim oraz złożenie kwiatów i zapalenie zniczy.

Zbiórka przybyłych o godz. 11. 45 przy domu pogrzebowym (wejście główne).

Zapraszam.

 

Julian Lewiński

 

 

KOMENTARZE

  • Więc w Polskiej bogatej Historii są bardzo ważne Tomy i...
    Powstwanie Styczniowe jest jednym z Nich.
  • @Klub IP
    "Czy bez powstania styczniowego Polakom pod zaborem żyło by się lepiej?"
    =================

    Owszem. Prawdopodobnie TAK.
    Tyle że życie niewolnika nawet HERBOWEGO, arystokratycznego pod zaborem, okupacją aż takie słodkie nigdy nie jest i są kwestie, wartości nie mające ceny, porównania. To powstanie jednak nie miało absolutnie żadnych szans, (zatem po co je wywołano, kto naprawdę to uczynił) a dokręcanie śruby po poprzednim wróżyło bardzo źle. Było konieczne? Może tak, bo przy małym oddziaływaniu elit na masy... całość by zgnuśniała w niewoli zaborców.

    Po powstaniu nastąpiło dopiero właściwie patriotyczne ożywienie, uniesienie w kulturze, postawach. To nas być może ocaliło, było etosem arcyważnym dla pokolenia I wojny i 1920, nawet II wojny jeszcze, teraz już nie...

    Hańba III RP jest etosem dla pokoleń XXI wieku, czas biegnie do przodu... umierają ostatni świadkowie II wojny, II RP.

    "zostały zmuszone do działań partyzanckich"

    Należało od razu przyjąć taką DOCELOWĄ taktykę jako element strategii walki z wrogiem o niebywałej przewadze (setki razy większej niż w Powstaniu Listopadowym) z nadzieją zmuszenia caratu do rokowań po PARU latach walk, ruinie gospodarczej Rosji, bo przecież nieźle nas doili, to był prężnie gospodarczo rejon "Rosji".

    Dogodny moment przepadł kilka lat wcześniej podczas Wojny Krymskiej, kiedy Rosja obrywała i flota Anglii-Francji buszowała nawet po Bałtyku. Wtedy można było zachód być może przekonać do sprawy polskiej. WTEDY. Na powstanie MUSI być bardzo dogodny moment, a całość ma być dostatecznie przygotowana bez polegania na żydowskich dostawcach, finansjerze, dyplomacji, masonach. Wzorem jest POWSTANIE WIELKOPOLSKIE Z 1918. Tak się wygrywa, a mimo to mieli sporo też szczęścia, fortuny losu, może raczej Bożej Pomocy.
  • @Marek Kajdas 23:35:46
    Czytając zachowanie się obecnych władz polskich i polskiego sejmu godzi się przypomnieć, jak to za czasów Odrodzonego po okresie niewoli polskiego państwa bywało.
    Przypomnijmy, że 21 stycznia 1919 roku Józef Piłsudski wydał z tej okazji rozkaz okolicznościowy, który niejako symbolicznie łączył II Rzeczpospolita z Powstaniem Styczniowym, czynił Powstanie częścią polskiej teraźniejszości, ostatnich żyjących powstańców uhonorował stopniami oficerskimi, przyznał im prawo noszenia mundurów i zobowiązał żołnierzy do oddawania im honorów.
    Jak mocno zmieniła się III RP w stosunku do swojej poprzedniczki. Hasłami i sloganami tego nie naprawi się.
  • @Marek Kajdas 23:35:46
    Słusznie Pan zauważył, że moment wybuchu powstania był niekorzystny z punktu widzenia sytuacji międzynarodowej. Z pewnością państwa walczace z Rosją w Wojnie Krymskiej udzieliłyby militarnej pomocy stronie walczącej ze wspolnym wrogiem na dalekim zapleczu. Oczywiście tylko ten czynnik nie mógł być decydujący. Wystapienie przeciwko takiemu mocarstwu musiało być staranniej przygotowane. Zabrakło, jak to zwykle bywało trzeźwej i polskiej oceny.
    Innym zależało na przelewaniu polskiej krwi i z łatwością wypuszczali naszych patriotów nanierówną walkę.
    Powinnością polskiej inteligencji jest pokazanie młodemu pokoleniu całokształtu tych problemów.
  • Pamięć tak, kult nie
    Powiedział prof Stefan Kieniewicz, jeden z najlepszych o ile nie najerpszy znawca tematu.
  • @indris 10:36:38
    Tak, prof. Stefan Kieniewicz w swoich pogladach był bardzo blisko znanego aparatczyka Aleksandra Zawadzkiego, który powiedział, że powstanie styczniowe było nierozłącznie związane z działaniami sił rewolucyjnych w Rosji, bowiem jak glosił ten były polski przywódca ofiarne zmagania ze wspólnym ciemiężcą / caratem /należa do tadycji naszej i narodów Związku Radzieckiego.
    Zatem po takim pojmowaniu Powstania Styczniowego przez profesora Kieniewicza ówczesna propaganda miała mocne wsparcie naukowe.
  • Rola etnicznych Żydów w rozpętaniu Powstania Styczniowego
    Wszystkie spiski mają swoich mocodawców i swoją agenturę. Polska tradycja spiskowo-opozycyjno-powstańczo-niepodległościowa jest najdłuższa w Europie wśród tradycji krwawych i wyniszczających naród. O absurdalności militarno-politycznej powstań i spustoszeniach wynikłych z ich rozpętania pisało wielu historyków, pisał i twórca polskiego nacjonalizmu R. Dmowski. Jednym z najciekawszych – i zupełnie przemilczanych od dziesięcioleci – opracowań na temat Powstania Styczniowego, jego genezy i skutków społeczno-politycznych jest “Rola neofitów w dziejach Polski” Stanisława Didier.
    Lektura ta przywołuje (u naocznych świadków z nieco szerszym oglądem sytuacji z lat ’80) uporczywe skojarzenia pomiędzy sytuacją z lat 1862 i 1863, a sytuacją z lat 1980-1981. Widać mącenie w głowach, sprowadzanie na manowce i upuszczanie krwi narodowi polskiemu przez obcych mu etnicznie spiskowców musi zawsze przebiegać tak samo. O ile w roku 1968 podczas spektaklów “Dziadów” pachniało wyłącznie prowokacją (w istocie była to próba uwiarygodnienia przyszłych “autorytetów” opozycyjnych), o tyle w 1981 r. w powietrzu zaczął się unosić zapach prochu i krwi. Na szczęście “upuszczenie krwi” w 1981 i późniejszych latach przybrało jedynie formę metaforyczną – emigracji (przerabianej wszak już w obliczu klęski powstań z 1830 i 1863).
    Stanisław Didier, Rola neofitów w dziejach Polski
    Stanisław Didier, “Rola neofitów w dziejach Polski”
    Rola neofitów w dziejach Polski

    Stanisław Didier, fragmenty

    (…)

    PRZED POWSTANIEM STYCZNIOWEM

    (…)

    W tym samym czasie powstały w kraju pod patronatem Kościoła bractwa wstrzemięźliwości od gorących napojów (p.e.1984: chodzi o napoje alkoholowe). Bractwa te rozszerzyły się szybko w całem Królestwie i na Litwie. W 1860 r. liczba członków bractw wstrzemięźliwości dosięgała cyfry 600 tys. osób, przeważnie włościan. W samej gubernji Wileńskiej liczba wypitych wiader wódki z 900.000 zmalała do 550.000. Żydowscy właściciele szynków, dotknięci w najdrażliwsze miejsce, bo uderzeni po kieszeni, zaczęli szerzyć wiadomości, że księża, zakładając bractwa, prowadzą działalność polityczną i szkodzą interesom państwowym. Znaleźli się i tacy, którzy pisali do wyższych władz rosyjskich denuncjacje, że bractwa mają cele polityczne i mogą stać się w niedalekiej przyszłości potężną i arcyniebezpieczną bronią w rękach duchowieństwa katolickiego. Wskutek tego Rosjanie zaczęli zabraniać zakładania bractw. Duchowieństwo jednak nie kapitulowało i dalej propagowało abstynencję. Powiadomiona o tem przez Żydów policja rosyjska karała dotkliwie inicjatorów. Wywołało to wrzenie wśród ludu polskiego, którego nastroje stawały się coraz bardziej wrogie względem Żydostwa. Wyraźnie o tem pisze Agaton Giller (“Historja powstania narodu polskiego”, t. II, str. 199), że “waśń, jaka w Królestwie między Polakami i Żydami przed 1861 r. wybuchła, doszła do stopnia, od którego do bijatyk i kamienowań niewielkie przejście”. Trzeba więc było ratować sytuację.

    W kołach wpływowego Żydostwa warszawskiego zdecydowano się na wydawanie codziennego pisma politycznego. Kronenberg, którego Mikołaj Berg (“Zapiski o powstaniu polskiem 1863 l 1864: r.”, t. I, str. 80) nazywa “ówczesnym wodzem i kierownikiem całego ruchu Żydowskiego w kraju”, postarał się o pozwolenie władz petersburskich na wydawnictwo odpowiedniego organu. Nabyto za 250 tys. złp. “Gazetę Codzienną”, która zaczęła wkrótce wychodzić jako “Gazeta Polaka”. W skład współpracowników nowo wychodzącego pisma, którem kierował taktycznie Kronenberg, weszło wielu wpływowych neofitów, jako to: Ludwik Wołowski, Szymanowski, Chęciński, Leon Kapliński i inni. Głównem zadaniem “Gaz. Pol.” było rozpowszechnienie w kraju nowego poglądu na kwestię Żydowską. Za jej pośrednictwem kierownicze sfery Żydostwa polskiego starały, się wytwarzać u ogółu polskiego przekonanie, że najlepszem, najkorzystniejszem dla kraju będzie zasymilowanie Żydów. W Warszawie było wówczas mnóstwo Żydów chrzczonych i niechrzczonych, którzy ten program propagowali i którego bronili. Na ich czele stali: Leopold Kronenberg, Matjas i Szymon Rozenowie, rodzina Epsteinów, Natansonowie, Leowie, spokrewnieni z nimi Estreicherowie, Frenkel, Lascy, Wertheim, Rotwand, Flatau i mnóstwo innych, mniej głośnych i mniej znanych, ale trzymających się solidarnie i popierających wszelkiemi środkami i sposobami program asymilacji.

    Z nimi łączyło się wiele tysięcy pozornych chrześcijan, przed stu laty nawróconych, wpływowych i majętnych, których liczba zwiększyła się znowu między 1840 – 1856 r. o kilkaset osób dzięki pracy angielskich misjonarzy, działających w Warszawie. Gorliwymi orędownikami idei asymilacyjnej byli też rasowi mieszańcy. Podobnych osobników, noszących często polskie nazwiska, było dość dużo w Królestwie. ówczesna średnia klasa stolicy różniła się bowiem bardzo pod względem rasowym od średniej klasy dawnych czasów. Nie omieszkano też zaopiekować się młodzieżą polską. Następuje masowe zawiązywanie się rozmaitych kółek organizacyjnych wśród akademików polskich na terenie Petersburga, Kijowa i Warszawy. Początek powstawania tych kółek zbiegł się dziwnie z datą przyjazdu do Polski (1860 r.) jednego z sekretarzy Jakóba Cremieux, krzątającego się wówczas koło zorganizowania “Alliance Israelite Universelle”. Tym wysłannikiem był znany z pobytu Mickiewicza nad Bosforem, neofita Armand Levy redaktor “Constitutionnel” (głównego organu liberalnego Żydostwa paryskiego), propagującego myśl przewrotu społecznego w Rosji. Działalność tych komórek, złożonych przeważnie z ludzi dobranych zupełnie przypadkowo, w pierwszej swej fazie była bardzo słaba.

    Trzeba więc było jaknajprędzej dążyć do jej wzmocnienia. Tej roli podjęło się paru młodych i wpływowych działaczy neofickich, cieszących się popularnością wśród studentów i uczniów szkół średnich. Na plan pierwszy wysunął się wśród nich Karol Majewski, sekretarz Leopolda Kronenberga. Był on osobistością niezwykle wpływową w kołach konspiracyjnych, bożyszczem ufającej mu bezgranicznie młodzieży. W 1860 roku Majewski posiadał największe wpływy wśród studentów przewodniczył tajnemu “komitetowi akademickiemu” i wszedł do zarządu konspiracyjnego “stowarzyszenia uczniów szkoły sztuk pięknych i młodzieży miejskiej”. Sekundował mu dzielnie Maksymilian Unszlicht, wchodzący w skład komitetu akademickiego (składającego się z trzech osób), działającego wśród akademików i uczniów. Został ponadto utworzony przez Majewskiego rodzaj komitetu ponadpartyjnego, (do którego wchodził również Edward Jurgens, syn Żydówki), kierującego wszystkiemi kółkami i stowarzyszeniami młodzieży o charakterze politycznym, powstającemi wówczas w Warszawie. Przystąpiono też do pracy nad urobieniem starszego pokolenia. Powołano mianowicie do życia w 1859 r. komitet, w którego skład weszli: Jurgens, zaufany jego Henryk Wohl, Natansonowie, neofita adwokat Andrzej Wolt, frankista inż. Stanisław Jarmund i inni. Stał się on z czasem zawiązkiem organizacji Czerwonych, prącej do walki zbrojnej z Rosją. Niedarmo bowiem Leopold Kronenberg pisał w liście z dn. 18.1.1860 r., że “sprawa Żydowska nie jest najpierwszą i są inne daleko ważniejsze”. Tą rzeczą ważniejszą dla przywódcy Żydostwa polskiego było zapewne rzucenie “gojów” do beznadziejnej walki z zaborcą. Przygotowaniem do tego miały być wielkie manifestacje, których głównymi reżyserami byli mechesi (p.e.1984: metody się nie zmieniły, vide 1968, “Dziady” Dejmka …), grupujący się około Jurgensa i Majewskiego.

    (…)

    W kraju zaś wrzało coraz więcej.

    Organizacja Czerwonych parła do powstania, do którego wstępem miały być urządzane manifestacje. Znając głęboką religijność ogółu, starali się Czerwoni nadać początkowo manifestacjom charakter obchodów kościelnych (p.e.1984: ta religijność nadal jest używana w ten sam sposób, była użyta przez agenturę “Solidarności”, z tej prespektywy to ręcznie sterowane “odrodzenie duchowe” w latach ’80 XX w. wygląda inaczej). Pierwszym takim obchodem był pogrzeb generałowej Sowińskiej, wdowy po obrońcy Woli w r. 1831. Wzięło w nim udział wiele tysięcy ludzi, pielgrzymując po pogrzebie na dawne szańce Woli. Przy udziale tysięcznych tłumów odbyły się też manifestacyjne nabożeństwa w rocznicę wybuchu powstania listopadowego, bitwy grochowskiej i t. p.

    Urządzane przez Czerwonych manifestacje oburzyły koterję Kotzebue’go, która widziała w nich oznakę zbliżającego się powstania i domagała się surowych represyj. Powoływała się ona na ostrzeżenia władz pruskich, iż w Warszawie istnieje szeroko rozgałęziony spisek polityczny i twierdzenie prasy niemieckiej (będącej po większej części własnością chrzczonych i niechrzczonych Żydów), utrzymującej jednogłośnie, że w calem Królestwie, na Litwie i Rusi rozwija się bardzo silna agitacja polityczna (p.e.1984: por. A. Wrotnowski, “Porozbiorowe aspiracye …”, str. 246 – tekst podkreślony). Długo opierał się Gorczakow naleganiom Kotzebue’go, który, chcąc zmusić namiestnika do energiczniejszej działalności, nie cofnął się nawet przed rozpuszczeniem plotki, że Polacy zamierzają wyrżnąć Moskali. Kamaryli wojskowej, podniecanej nieustannie przez gazety niemiecko-żydowskie, chodziło bowiem o rozdrażnienie jeszcze bardziej Polaków. Wielce pomocnymi byli im w tem wyżsi urzędnicy, pochodzenia Żydowskiego, jak to: znienawidzony przez ludność polską, szef tajnej policji warszawskiej Felkner, gubernator grodzieński Szpeyer, łapownik, dający się srodze we znaki Polakom i inni. Liczni agitatorzy, których programem było przygotowanie powstania, szli na rękę klice Kotzebue’go, domagającej się przywrócenia rządów wojskowych. Starali się oni o wywoływanie stałych awantur ulicznych, o obrażanie oficerów rosyjskich w miejscach publicznych i t. p.; ludzie poważniejsi pragnęli zapobiec tym ekscesom. Winowajcy naśmiewali się jednak z nich głośno, a drażnienie poszczególnych Moskali nie ustawało (p.e.1984: ciekawe, czy to, co działo się od sierpnia 1980 do grudnia 1981 w Polsce w stosunku do Rosjan – to była reżyserowana kopia z tamtego scenariusza … te buńczuczne nawoływania Rulewskiego i innych kacyków Solidarności … a krew polałaby się polska). Pierwsze krwawe ofiary padły na ulicach stolicy w lutym 1861 r. Gorczakow, obserwujący w towarzystwie Enocha, który nie odstępował namiestnika w tych burzliwych czasach nawet na chwilę, z okien Zamku przebieg manifestacji, dał rozkaz wojskom rozpędzenia tłumów. Manifestacja zakończyła się salwami wojsk rosyjskich; od kuł poległo pięciu Polaków. W Warszawie nastąpiło nieopisane wzburzenie; rzemieślnicy klękali na ulicach i głośno przysięgali zemstę (p.e.1984: na 17.XII 1981 Solidarność planowała marsz gwiaździsty na Warszawę … jak skończyłaby się manifestacja w tamtej, bardzo nerwowej, sytuacji?).

    Naprężoną sytuację pogorszył fakt rozwiązania wkrótce potem Towarzystwa Rolniczego. Wykorzystali to dla przygotowania nowej manifestacji Czerwoni, najzajadlejsi wrogowie żywiołów, grupujących się koło Andrzeja Zamoyskiego. W wielkiej manifestacji kwietniowej wzięli liczny udział Żydzi. Skupieni na ul.Marjensztadt zachowywali się oni specjalnie hałaśliwie, prowokując wojsko rosyjskie. Dwustu zabitych i czterystu rannych zaległo ulice Warszawy. Co się tyczy narodowości poległych, to autor (Z. L. S.) dzieła p.t. “Historja dwóch lat 1861-1862″, (t. II, str. 344) wymienia zaledwie trzy nazwiska Żydowskie. Pozostali byli to Polacy, synowie ludu staromiejskiego. Potoki przelanej krwi nietylko nie zalały żarzącego się ogniska wulkanu, ale podsyciły je niejako i wzmocniły. Cóż bowiem znaczyło dla Karola Majewskiego, Jurgensa, Jarmunda i innych neofitów, faktycznych kierowników krwawej manifestacji, nie pokazujących się zresztą wśród demonstrujących tłumów, paręset trupów polskich? Cel główny t. j. podniecenie i chęć zemsty w magach został osiągnięty. W parę tygodni potem cała niemal Warszawa została pokryta siecią organizacji, mającej już wyraźny charakter spisku. Większość kół tej konspiracji składała się z gorących zapaleńców, rekrutujących się z młodzieży różnych warstw społecznych, gotowych choćby nazajutrz rzucić się na Moskali. Starano się oddziaływać na prowincję. Z chłopem się nie wiodło, ale mieszkańcy różnych miasteczek Królestwa masowo garnęli się do tworzonych kół. Stosunkowo łatwo udało się “mechesom” spopularyzowanie idei walki zbrojnej z Rosją wśród przedstawicieli zamożnych sfer polskich. Dzięki staraniom Jurgensa powstała na gruzach Towarzystwa Rolniczego organizacja nowa, nawpół tajna, którą dla jej umiarkowania przezwano “Białą”. Na czoło Białych wysunęli się w krótkim czasie: Leopold Kronenberg, którego podejrzewano, nie bez podstaw zresztą, iż on to głównie przyczynił się do rozwiązania Tow. Roln., Karol Majewski, Jurgens, Aleksander Kurtz, wielki przyjaciel Enocha i Władysław Zamoyski. Dzięki zaagitowaniu przez Karola Majewskiego dwu zapalonych ziemian: Kołaczkowskiego i Siemieńskiego, do nowozałożonej organizacji przystąpiła młodsza generacja ziemiaństwa, zdezorientowana po skasowaniu Tow. Roln. i idąca od tej pory na pasku nienawidzących jej “mechesów”. Mieli też powodzenie Biali wśród bogatego mieszczaństwa warszawskiego, przeważnie pochodzenia Żydowskiego. Przywódcy Białych nawiązali ścisły kontakt z t. zw. “Biurem Polskiem”, które, powstawszy w 1860 r., mieściło się w “Hotelu Lambert”. Należeli do niego m. in. Ludwik Wołowski, Leon Kapliński i Juljan Klaczko. Zaabsorbowawszy uwagę społeczeństwa, grupującego się w poszczególnych organizacjach, przygotowaniami do zbrojnej walki z zaborcą, przystąpili przywódcy neoficcy do dalszej “pracy”. Dążyli oni do jak największego skłócenia najpoważniejszych ugrupowań politycznych w kraju, t. j. Czerwonych i Białych. Dokonać miał tego Karol Majewski, stanowiący niejako ogniwo między Czerwonymi i Białymi, do spółki z Leopoldom Kronenbergiem, O którym Z. L. S. pisze (“Historja dwóch lat 1861 -1862″, t III, str. 299), że “we wszystkich partjach miał swoich ludzi”. Na zebraniu przywódców Białych, Kronenberg, w którego mieszkaniu odbywało się posiedzenie, zgłosił wniosek, ażeby wydać w ręce Wielopolskiego głównych działaczy Czerwonych. W ten sposób miano dopomóc margrabiemu do pacyfikacji kraju. Po dłuższej dyskusji projekt Kronenberga, gorąco poparty przez Jurgensa, został przyjęty. Miał to uczynić Karol Majewaki, orjentujący się najlepiej co do składu osobowego kierowników Czerwonych. W pałacu Bruhlowskim, gdzie rezydował Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego, toczyły się rozmowy między Majewskim a margrabią w obecności Kronenberga. Pertraktacyj powyższych nie doprowadzono do skutku. Doszły one jednak do uszu bacznych na wszystko Czerwonych. Przyczynił się do tego głównie Majewski, który informował ich stale o poczynaniach Białych. Zawrzała słusznym gniewem brać szeregowa Czerwonych, nie orientująca się w prowokatorskich” poczynaniach “mechesów”, dążących do rozbicia społeczeństwa polskiego. Od tej pory uważała ona Białych za wrogów bardziej niebezpiecznych, niż Moskale i Niemcy. Do opanowania, pozostawała jeszcze masa chłopska, niechętnie naogół nastrojona względem Żydostwa.

    Zdaniem przywódców neofickich, trzeba było zwrócić uwagę wieśniaków w inną stronę. Bardzo ciekawy w tym względzie jest przegląd Karola Majewskiego, wypowiedziany na jednem z zebrań przyszłych kierowników powstania, że “niech na Białorusi lub gdziekolwiekbądź chłopi zarżną z pięciu szlachciców, a wtedy kwestja ta sama się rozwiąże prędko i stanowczo” (Z. L. S. “Historja dwóch lat 1861-1862″, t. III, str. 482).

    (…)

    Szczucie chłopów na szlachtę spowodowało ogłoszenie odezwy przez duchowieństwo płockie, dzięki któremu rozwinęły się w swoim czasie najwięcej bractwa wstrzemięźliwości. Czcigodni kapłani ostrzegali lud polski, by nie wierzył podszeptom nieprzyjaciół kraju, starających się przez rozdwojenie rzucić kość niezgody. Obywatelskie stanowisko przedstawicieli duchowieństwa katolickiego nie mogło spodobać się neofickim przywódcom Czerwonych. Dopuszczono się więc za namową agitatorów Czerwonych gwałtów fizycznych w stosunku do poszczególnych kapłanów. Tak w Łęczycy został obrzucony kamieniami przez tłum, złożony przeważnie z Żydów, biskup kujawsko-kaliski Marszewski, jadący przez miasto karetą. Z iście semicką zajadłością zaczęli też zwalczać chrzczeni i niechrzczeni Żydzi arcybiskupa Felińskiego. Dawny powstaniec z pod Miłosławia, pokiereszowany w walkach z Prusakami, nie dał zastraszyć się Karolowi Majewskiemu, który zjawił się u niego na czele delegacji Czerwonych. Głośnem echem odbiła się w kraju i zagranicą odpowiedź, którą dał arcypasterz aroganckiemu “mechesowi”, komunikującemu, że w organizacji Czerwonych wiele poważnych stanowisk zajmują Żydzi. Brzmiała ona jak następuje: “Żydzi są przez Boga nasłani do Polski, aby byli rynsztokiem, odprowadzającym w epoce giełdy, handlu i szwindlów wszystkie brudy, któremi czyste, rycerskie i do innych celów przeznaczone ręce polskie, kalać się nie powinny” (Z. L. S. “Historja dwóch lat 1861- 1862″, t. IV. str. 89). Od tej chwili rozpoczęła się nieubłagana walka Żydostwa z arcybiskupem Felińskim.

    Nastawieni odpowiednio przywódcy Czerwonych szkalowali publicznie arcypasterza. Puszczono wiadomość, że ks. Feliński “przez Moskwę i Rzym zasadzony jest pospołu, aby ruch polski wydać carowi”. Zwano go zdrajcą, biskupem moskiewskim, porównywano do Siemaszki. Zainteresowano osobą arcybiskupa prasę zagraniczną, która nazywała prekonizację ks. Felińskiego “weselem w piekle”. Nie oszczędziła też arcypasterza polska prasa zakordonowa, uzależniona od kapitału Żydowskiego.

    ROK 1863

    W TYM CZASIE, gdy Czerwoni owładnęli wszystkiemi niemal sprężynami życia narodowego, przygotowując się intensywnie do powstania. Biali drzemali. W znacznym stopniu przyczynili się do tego Leopold Kronenberg i Jurgens, delegaci na zjazd Białych, który odbył się w grudniu 1862 r. w Warszawie. Obradującemu w tak ciężkiej dla kraju chwili zebraniu, któremu przewodniczył Kronenberg, nadali neofici raczej charakter rozpraw akademickich i szlacheckiej pogawędki przy butelce wina. Zamiast przystąpić w sposób stanowczy do rozważenia wytworzonej przez poczynania Czerwonych sytuacji, postarał się Jurgena wmówić w uczestników zjazdu, że nie przewiduje się rychłego wybuchu powstania. Rozjeżdżali się więc delegaci w tem przekonaniu, że chwila rozpoczęcia walki z najeźdźcą, w oczekiwaniu na lepsze przygotowanie i przyjaźniejsze okoliczności, jest dość daleka.

    Tymczasem Komitet Centralny (utworzony przez Czerwonych latem 1862 r.), którego programowem hasłem była rewolucja społeczna w Polsce, wszedł w układy z kierownikami rewolucjonistów rosyjskich; Hercenem i Bakuninem. Dochodziły wprawdzie do Czerwonych wieści, że w radykalnych kołach moskiewskich mówiono głośno, iż kwestja Rusi i Litwy pokłóci ich z Polakami; nie zrażało to jednak członków komitetu Centralnego, w którego skład, jak pisze Przyborowski (“Historia sześciu miesięcy”, str. 176), “wchodzili ludzie nikomu nieznani, gdzieś z ciemnych otchłani bytu narodowego wyrzuceni na wierzch w konwulsyjnych drganiach wulkanu powstańczego. Zaślepieni nadzieją rozpętania rewolucji społecznej w Rosji, oni byli na przestrogi Seweryna Elżanowskiego, który w przededniu powstania styczniowego pisał w “Przeglądzie Rzeczy Polskich”, że “…gdyby przyszło w państwie rosyjskiem do stanowczego przewrotu, Polska znalazłaby się wśród okropnego pożaru… i mimowoli nawet musiałaby się chwytać własnych sposobów, by własny dom wyratować…”

    Parcie neofickich przywódców Czerwonych do nawiązania ścisłego kontaktu z rewolucjonistami rosyjskimi przyczyniło się walnie do zdekonspirowania planów powstańczych Komitetu Centralnego. Wyraźnie o tem pisze Lemke w swojej pracy p. t. “Dzieła Hercena”; twierdzi on, że “rząd carski był poinformowany o biegu najważniejszych prac przygotowawczych Komitetu Centralnego Narodu Polskiego”. Dzięki raportom neofity Grzegorza Peretza, współpracownika pisma “Gołos”, który przebywał w najbliższem otoczeniu Hercena, wiedziano w Petersburgu, że wybuch powstania przygotowywany jest na styczeń (Limanowski: “Hugo Kołłątaj”, str. 648). Pisał też o tem Kraszewski, który w szeregu swoich powieści (“My i oni”, “Akta męczeńskie”) zaznacza, że powstanie styczniowe było przewidziane przez Moskwę. Ze Skierniewic wyszło hasło natychmiastowego rozpoczęcia walki zbrojnej. W tem mieście bowiem na początku stycznia 1863 r. zebrali się komisarze wojewódzcy, wśród których dużą rolę odgrywał Józef Piotrowski, członek rodziny, o której Mikołaj Berg pisał (“Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831 – 1862″, t. I, str. 184), że “pochodzi z tych Żydów, którzy wraz z Frankiem dla osiągnięcia rewnouprawnienia przyjęli powierzchownie chrystjanizm i zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj Żydowski”.

    Komisarze postanowili przesłać Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którem zażądali od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, iż w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. Większość Komitetu nie chciała oprzeć się żądaniom malkontentów skierniewickich. Napróżno poszczególni członkowie Komitetu, Jak A. Glller (z tego powodu zapewne niecierpiany przez L. Kronenberga, który dał temu wyraz w swoim liście z dn. 4.VI.1864) i inni protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, zarzucając mu wprost, te nie postarał się nawet przygotować zawczasu w dostatecznej ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 r. Komitet Centralny, z którego wystąpił Giller (nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za klęskę w razie ogłoszenia równoczesnego z branką powstania) uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni. Od tej pory wydarzenia potoczyły się znaną koleją. Już po kilku miesiącach walki przerzedziły się szybko zastępy najdzielniejszych. Nietylko w dniach lipcowych, ale wcześniej jeszcze nie widzimy już owej młodzieży, pełnej entuzjazmu, która spotykała się z sobą zarówno przy pracy organizacyjnej, jak i na polach walk. Dosięgły ją kule, bagnety lub stryczek wroga. Na arenie wypadków pozostawali krzykacze, ślepi czciciele rewolucji francuskiej, którym zdawało się, że Polska powstanie wówczas, gdy na polski grunt przeflancuje się hasła i sposoby działania Francuzów z końca XVIII w. Na miejsce ofiarnej młodzieży polskiej, która usłała szybko trupami swemi kraj ojczysty, pojawiło się w organizacji powstańczej mnóstwo małych Maratów, Robespierre’ów, Fouquier – Tainville’ów, Saint-Justów, naśladujących niezręcznie swe prototypy i drapujących się w ich krwawe łachmany. Wysunęli się też szybko w skład kierowniczych elementów powstania chrzczeni i niechrzczeni Żydzi. Nie narażając się naogół na niebezpieczeństwa walki frontowej, obsadzili oni za to wiele poważnych stanowisk aż do stopni dyrektorów wydziałów włącznie, na których byli bardzo czynni. Działali tam: Karol Majewski, stojący przez pewien czas na czele Rządu Narodowego, Józef Piotrowski członek Rządu, utworzonego we wrześniu 1863 r., Aleksander Pawłowski, wchodzący do Trybunału Rewol., Józef Kwiatkowski, naczelnik Warszawy (zajmujący się później sprowadzaniem broni dla formacji galicyjskiej), Franciszek Orłowski, dowódca jednego z oddziałów źandarmerji w stolicy, Władysław Majewski (brat Karola), komisarz woj. kaliskiego, Stanisław Rudnicki, znany pod nazwą Sawa, zaliczony przez M. Dubieckiego (“Romuald Traugutt”, str. 218) do współpracowników komisji inkwizycyjnej rosyjskiej, Adam Majewski, bracia Niemirowscy, Bronisław Wołowski, Kaplińscy, Henryk Wohl, Artur Goldman i inni. Nic więc dziwnego, że niezgoda zapanowała w powstańczych szeregach polskich. Do zgody bowiem nie mógł dopuścić element neoficki, wciskający się do organizacji. W tym czasie, gdy młodzież polska przelewała krew w beznadziejnej walce z przemożnym wrogiem, przywódcy Czerwonych rozpoczęli ostrą walkę z Białymi, która, przyczyniwszy się w Królestwie do dwukrotnych przewrotów w Rządzie, rozegrała się i w innych częściach porozbiorowych Rzeczypospolitej. Już w maju 1863 r. uwydatniająca się w Rządzie Narodowym przewaga Białych doprowadziła ze strony Czerwonych do zamachu stanu, do którego walnie dopomógł naczelnik straży bezpieczeństwa Landowski, prawdopodobnie pochodzenia Żydowskiego.

    Rząd Narodowy został rozpędzony, a bardziej oporni jego członkowie – uwięzieni.

    Hasło przewrotu wyszło z Krakowa, gdzie licznie zgromadzeni, skrajnie radykalni nikczemnicy wymieniali publicznie nazwiska członków Rządu, z intencją, ażeby one doszły do moskiewskich uszu. Nie mogąc doczekać się chwili, gdy uda im się ująć ster powstania, wysłali oni na wiosnę 1863 r. morderców dla zabicia dwu najdoświadczeńszych członków Rządu. Zamiar, pomimo ich woli, nie przyszedł do skutku. Wówczas spiskowcy postanowili w Zielone Święta wymordować wszystkich członków Rządu.

    I to się nie udało. W kilka dni potem chcieli napaść na salę posiedzeń w chwili, gdy obradowali tam członkowie Rządu z przedstawicielami opozycji. Mieli oni zamiar zasztyletować członków władzy.

    Przeszkodzono im jednak. Wichrzenia neofitów nie wróżyły długiego żywota nowopowstałemu Rządowi. W krótkim czasie upadł on, ustępując miejsca nowemu, na którego czele stanął Karol Majewski. Do października stolica była świadkiem parokrotnej zmiany Rządu.

    Jeszcze raz Czerwoni doszli drogą zamachu do władzy. Posługując się terrorem zniechęcili oni do siebie niemal wszystkich. W krótkim też czasie doszedł do głosu Romuald Traugutt, którego namówił do objęcia władzy Czartoryski, przedstawiwszy mu, że istnienie terrorystycznego rządu zniechęca mocarstwa Zachodu. Bohaterski dyktator nie był też wolny od “czułej opieki” wichrzycieli neofickich. Mało było im tego, że mieli Epsteina w najbliższem otoczeniu tego męczennika sprawy narodowej. Widocznie nie nazbyt uległym okazał się im dyktator Traugutt. To też przy końcu 1863 r. utworzony został przez szumowiny radykalne t. zw. Komitet Rewolucyjny (którego przewodniczącym został Bronisław Brzeziński) dla przeciwdziałania zarządzeniom Traugutta. Co się tyczy wrażenia, jakie wybuch powstania styczniowego wywołał na zachodzie Europy, było ono raczej niewielkie. Rozpoczęcie walki zbrojnej z najeźdźcą w Królestwie przeszło niemal niepostrzeżenie wśród społeczeństw i rządów Zachodu. Jan Czyński, Lubliner, Wołowscy, Klaczko i inni zbyt mało czasu mieli na poinformowanie prasy zagranicznej (będącej przeważnie własnością ludzi bliskich im pochodzeniem) o celach beznadziejnej walki, jaką toczył naród polski z Moskalami. Jako założyciele “L’alliance polonaise de toutes les croyances religieuses”, stowarzyszenia, mającego na celu pojednanie wszystkich wyznań religijnych na polskiej ziemi, zwrócili oni całą swoją energję w tym kierunku. W Anglji wyrażano się o powstaniu jako o ruchu, skazanym zgóry na niepowodzenie. Również w Wiedniu nie doceniano doniosłości rozpoczynających się wydarzeń. We Francji, gdzie urzędowa i półurzędowa prasa już przedtem rzucała gromy na Polaków z powodu zamachu Jaroszyńskiego na W. ks. Konstantego, potraktowano powstanie jako ruchawkę w stylu Mazziniego.

    W szeregu państewek niemieckich sprawa konfliktu polsko-rosyjskiego zaciekawiła dopiero z chwilą zawarcia konwencji Prus z rządem carskim. Wystąpienia nielicznych dzienników na Zachodzie w obronie Polski spotykały się raczej z obojętnością większości prasy. Niektóre z nich nawet piętnowały rzekome okrucieństwa powstańców. Jedynie w Prusiech przyjęto wybuch powstania jako wypadek pierwszorzędnego znaczenia. Już mianowanie W. ks. Konstantego namiestnikiem Królestwa wywołało silną reakcję w Berlinie. “Jest to wiadomość bardzo poważna – wypadek wielkiej, europejskiej doniosłości” – pisał publicysta Teodor Bernhardi. Zdaniem prasy pruskiej, będącej w większości w ręku potomków oświeconych Żydów niemieckich, którzy w r. 1819 – 1823 przyjmowali tysiącami wiarę chrześcijańską, celem Konstantego była korona królewska. Tak pogodzona z Rosją Polska zmierzałaby do .odzyskania Poznańskiego i Pomorza.

    Nastąpiłaby likwidacja partji Czerwonych, a kraj w oparciu o żywioły umiarkowane przekształciłby się w secundo-geniturę rosyjską. Rząd pruski więc, zdaniem dziennikarzy Żydowsko-niemieckich, nie mógł zająć pozycji biernego świadka. Wzruszająca zgoda zapanowała też między neofickimi przywódcami Czerwonych i prasą pruską, co do obrzydzenia w. ks. Konstantemu pobytu w Warszawie. Lepiej im widocznie dogadzał na zamku królewskim Niemiec, Teodor hr. Berg, niecierpiący Rosji i nazywający ją Chinami (M. Berg: “Zapiski o powstaniu polskiem”, t. III, str. 143). Wśród najbliższych współpracowników tego satrapy, będącego na żołdzie bankierów Żydowskich (Berg: “Zapiski…” t. III, str. 424 – 428), widać było Niemców: Wahla i Brunninga oraz Żyda Goldmana.

    To też nic dziwnego, że miał tego dosyć nawet Kraszewski, redaktor kronenbergowskiej “Gazety Polskiej”. W powieści p. t. .Żyd” pisał on wyraźnie o nadziejach przywódców Żydowskich, związanych z wypadkami 1863 r. Mówią oni tam: “…w powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego… skorzystajmy z dobrej okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm i t. p. mrzonki, myślmy przede wszystkiem o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tem, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę nam głównie idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta… W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materjałem gotowym, my zawładniemy krajem, a panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad połową Europy. Ale naszem właściwym królestwem, naszą stolicą, naszem Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. kraj ten należy do nas, jest nasz…” Tak obliczali i rezonowali Żydzi Kraszewskiego (ocierającego się o nich zbliska) w chwili, kiedy ważyły się losy kraju.

    (…)

    OKRES POZYTYWIZMU

    UTWORZONY na początku 1864 r. przez cara Aleksandra “Komitet dla spraw Królestwa i Polskiego” rozpoczął “ściślejsze zespolenie kraju z cesarstwem rosyjskiem” od masowego wysiedlania rdzennie polskiego żywiołu na Sybir i konfiskaty dóbr ziemskich.

    (…)

    Urzędnicy rosyjscy pod koniec 1866 r, określali liczbę zesłanych w głąb Rosji i na Syberię Polaków na 250 tysięcy osób. Był to kwiat narodu polskiego. Studenci, ziemianie, oficerowie, księża stanowili poważną część tych najofiarniejszych synów Polski. Przystąpili tez Moskale do dalszego wywłaszczania szlachty. Na Ukrainie, Podolu i Wołyniu skonfiskowano Polakom w roku 1863/64 – 383.761 morgów ziemi, której wartość wynosiła setki miljonów rubli. Postarano się potem o przeprowadzenie uwłaszczenia włościan w sposób, który miał zapewnić wieczną wdzięczność carskim urzędnikom ze strony ciemnego i biednego ludu, a dziedziców doprowadzić do ruiny finansowej (p.e.1984: kto ulega prowokatorom, sam sobie winien … nadzielenie chłopów ziemią kosztem feudałów to niewątpliwy pozytyw upadku powstania styczniowego).

    (…)

    Panujący wszechwładnie po powstaniu styczniowem pozytywizm włączył do swego programu doktrynę asymilacji. Prawie wszyscy, pozytywiści owego czasu byli filosemitami, bratali się z Żydami, uważając za wzór cnót obywatelskich bankiera Kronenberga, nagrodzonego przez rząd moskiewski za usługi orderem św. Włodzimierza III klasy (z czem było połączone nadanie dziedzicznego szlachectwa rosyjskiego) i bankiera Jana Blocha, którego testament zaczyna się od słów: “Byłem całe życie Żydem i umieram jako Żyd” (I was my whole life a Jew and I die as a Jew… - ” The Jewish Encyclopedia”, Funk and Wagnalls Company, New York and London, t. III, str. 262). Pozytywiści wyhodowali grupę literatów i dziennikarzy pochodzenia Żydowskiego, która obsadziła tłumnie prasę warszawską. Wśród księgarzy i wydawców najpoważniejszych pism stolicy widzimy: Gluecksberga, Lewentala, Stan. Kronenberga, braci Orgelbrandów, E. Leo, M. Wołowskiego, Krzywickiego, R. Okręta i innych.

    Otaczają się ci chrzczeni i niechrzczeni dyktatorzy ówczesnej opinji polskiej współpracownikami też przeważnie Żydowskiego pochodzenia, jak to: St. Kramsztyk, B.Rajchman, H.Elzenberg, D. Zgliński, Niedzielski, Niemirowski, Chęciński i inni. Pełno ich było zarówno w pismach zachowawczych (“Gazeta Polska”, “Słowo”), jak i postępowych (“Przegląd Tygodniowy”, “Niwa”, “Nowiny”), Było jednak w Polsce? wielu przeciwników asymilacji Żydów. Obawiano się słusznie, że osłabione społeczeństwo nietylko nie spolszczy Żydów, przyjmujących licznie w okresie pozytywizmu chrzest, lecz samo zżydzieje i pójdzie na służbę Żydowskich ideałów. Zaczęto badać szczerość intencyj Żydów, chcących nawrócić się na katolicyzm. Świadczy o tem korespondencja judofilskiego “Kraju” z Warszawy: “Wielu z pomiędzy przyjmujących chrzest Żydów kołatało najprzód do kapłanów katolickich, lecz tak byli przyjęciem ich zrażeni, że zwrócili się do protestanckich” (S. Hirszhorn: “Historja Żydów w Polsce”, str. 242). Zainteresowano się znowu Frankistami.

    Stwierdzono, że ci najgorętsi rzecznicy asymilacji Żydów, chociaż przyjęli chrześcijaństwo przeszło sto lat temu, pozostają jednak w ścisłej łączności pomiędzy sobą i z synami Izraela. Słusznie obawiali się patrjoci polscy-wznowionego po powstaniu styczniowem – masowego porzucania wiary ojców przez inteligencję Żydowską. Na przykładzie Kronenberga widzieli, jak neofici polscy umieli przystosować się do każdej okoliczności. Pobłażliwość rządu rosyjskiego dla tego, który finansował 1863 r., nasuwała też niejednemu ciekawe przypuszczenia co do możliwości istnienia poza sutemu łapówkami innych, ukrytych dla społeczeństwa polskiego nici, łączących satrapów moskiewskich (często pochodzenia niemieckiego) z czołowymi przedstawicielami Żydostwa polskiego. A że cele przywódców Izraela nie były przyjazne dla narodu polskiego, to łatwo się można przekonać, przeczytawszy okólnik kierowników politycznych kół Żydowskich, wydany w listopadzie 1898 r. do Żydów polskich. Odezwa ta brzmi: “Bracia i współwyznawcy! Trzeba, ażeby kraj (t. j. Galicja – przypisek) został naszem królestwem… Starajcie się potrochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w waszych rękach wszystkie nici władzy społecznej. Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej, niż przypuścić było można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsz (wkrótce potem umarł – przypisek), dadzą Rotszyldzi, Bleichroderowie i Mendelsohnowie i inni dadzą… Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby doprowadzić do skutku to, co zamierzamy”… (L. Viel. “Le Juif secfaire” str. 173). Jak w świetle tej odezwy, a była ona zapewne jedną z wielu, wygląda finansowy udział w powstaniu styczniowem Kronenberga, który przez poszczególnych badaczy historycznych jest wychwalany za to, że bez jego pomocy finansowej nie mogłyby organizacje powstańcze rozwinąć skutecznej agitacji? Jemu zawdzięczała więc w lwiej części Polska, że setki tysięcy najwierniejszych Jej synów marniało w tajgach syberyjskich lub gniło w ziemi. W kraju zaś pozostały masy biernych, wśród których żerowali synowie “narodu wybranego” (p.e.1984: czy komuś jeszcze kojarzy się “Solidarność” i wypadki z lat 1980-1981 oraz emigracja po stanie wojennym z opisanymi zdarzeniami? Jakie były plany KOR? Ile krwi polskiej maiło się polać w 1981, wedle planów KOR i reszty agentury sterującej otumanionymi na “Solidarność” i jej dewocję Polakami?). Przewódcy Żydostwa polskiego nie zniechęcili się wstrętami, czynionemi wychrztom przez światlejszą część naszego społeczeństwa. Rzucono hasło małżeństw mieszanych. Wynaleziono wielu zubożałych arystokratów, pragnących pozłocić swe herby. W krótkim czasie przedstawiciele najstarszej arystokracji polskiej weszli w związki rodzinne z potomkami frankistów a także z neofitami. Wołowscy, Lascy, Epsteinowie, Kronenbergowie, Blochowie, Rotwandowie, Reichmanowie, Halpertowie, Goldfederowie koligacą się z Woronieckimi, Rzyszczewskimi, Potulickimi, Lasockimi, Ilińskimi, Skarbkami, Morsztynami, Wielopolskimi, Kościelskimi, Jundziłłami, Wodzyńskimi, Hołyńskimi, Poklewskimi i in. Klasycznym przykładem wychrzty, który, zdawałoby się, że wrósł nieodwołalnie w społeczność polską, był Jan Bloch, herbu Ogończyk. Wpływowy ten bankier, podkreślający swój patrjotyzm polski na każdym kroku, czego dowodem miało być skoligacenie się z pięcioma wybitnemi rodami kraju, inaczej przedstawił się potomności w testamencie swoim. Mógł się on śmiało zaliczyć do grona tych Żydów, na których cześć wygłoszone zostało w 1876 r. w kahale lwowskim odpowiednie przemówienie. Mędrzec Syjonu oświadczył m. in., iż “… prawdą jest, że niektórzy Żydzi dają się chrzcić, ale fakt ten tylko przyczynia się do wzmocnienia naszej potęgi, gdyż chrzczeni Żydzi zawsze Żydami zostają“… (Rudolf Vrba: “Die Revolution in Russland, statistische und sozialpolitische Studien”). Służyli też często zrujnowani karmazyni polscy za parawan dla nieczystych, podejrzanych spekulacyj.

    Wynajmowali ich Żydowscy plutokraci do zarządów swoich przedsiębiorstw, do komitetów, mianując ich członkami rad nadzorczych. Ponieważ utytułowani radcowie mieli takie samo pojęcie o handlu, o metodach “czystego kapitalizmu”, jak chłop o astronomji, przeto rządzili się Żydzi sami bez żadnej kontroli. Przyszedł 1905 r., o którym pisał zasymilowany Żyd J. Unszlicht (“O pogromy ludu polskiego”), że “nastał moment decydujący – rozłamu między polskością i Żydostwem”.

    Potulna, wychowana przez frankistów: Krzywickiego, Matuszewskiego, Wołowskiego, Niemirowskiego i in., neofitów: Kraushara, Posnera, Mendelsohna i in. oraz Żydów: Askenazego, Dicksteina i in., inteligencja polska zobaczyła z przerażeniem obok siebie, zamiast układnych neofitów i asymilatorów, aroganckiego Żabotyńskiego, Radka, Grosnera i in. Spostrzeżono gęstą sieć spisku antypolskiego, uknutego przez Żydów, do którego wciągnięto nieuświadomione masy ludu polskiego. Z krzykiem “precz z białą gęsią” kroczyli po ulicach Warszawy czarni bundyści, subsydjowani przez ochrzczonego miljonera Łazarza Polakowa i… Powszechny Związek Izraelski. Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że wypadki 1905 r. zburzyły i zniszczyły w Królestwie około 2.000 mniejszych zakładów przemysłowych, należących do Polaków.
  • POLECAM KSIĄŻKĘ NAPISANĄ PRZEZ J.PIŁSUDSKIEGO O POWSTANIU STYCZNIOWYM --TYTUŁ "22 stycznia 1863"
    J. Piłsudski napisał „22 stycznia 1863” rok przed wybuchem I wojny światowej. Praca
    została wydana jeszcze w 1913 r. przez ambitnego poznańskiego księgarza Karola Rzepeckiego,
    który z redakcyjną pomocą dr. Mariana Kukiela (historyka i późniejszego generała)
    zamierzył wydrukować cały cykl tomików uznanych autorów biegłych w historii pod
    wspólnym tytułem „Boje polskie. Ilustrowane epizody, obrazy, portrety historyczne z
    dziejów naszych wojen narodowych”. Zainaugurował ten cykl właśnie „22 stycznia 1863”
    – w samo 50-lecie powstania. Potem były dwie prace innych autorów i na przeszkodzie w
    realizacji zamierzeń edytorskich stanęła wojna.
    J. Piłsudski bardzo głęboko interesował się losami powstania styczniowego. Poczynił
    w temacie obszerne studia, przewertował wiele dokumentów i materiałów. Badał ten okres
    skrupulatnie, szukając dowodów, że walka 1863 nie była z góry przegrana, tylko źle przygotowana,
    nieumiejętnie prowadzona i nie wykorzystano w niej wszystkich możliwości.
    Mówił o tym w cyklu wykładów w krakowskiej Szkole Nauk Politycznych w 1912 roku, 6
    kwietnia 1913 r. na uroczystościach kościuszkowskich we Lwowie i zaraz potem w sierpniu
    w szkole oficerskiej Związku Strzeleckiego w Stróży koło Limanowej, kładąc nacisk
    na duchową stronę walki, szczególnie ważną przy niedostatku środków materialnych. Dowodził
    przy tym potrzeby tworzenia własnego wojska choćby w warunkach niewoli. Zagrzewał
    swymi wystąpieniami naród do podjęcia kolejnych polskich bojów, tylko mądrzej
    i skuteczniej, żartując po swojemu, dosadnie, z osłabłych duchem: „W trzech sosnach dzisiejszy
    nasz rodak zabłądzi, a do konia podchodzi jak do tygrysa”.
    Działalność publiczna J. Piłsudskiego przed I wojną natchnęła historyków i pisarzy do
    chwycenia za pióra i publikowania znamiennych dzieł. W 1912 roku ukazały się „Dzieje
    wojen i wojskowości w Polsce” T. Korzona. Niejako ich uzupełnienie stanowiła praca M.
    Kukiela o dziejach oręża polskiego w dobie Napoleona. Grabiec ogłosił obszerne opracowanie
    „Rok 1863”, zaś W. Tokarz podjął prace nad monografią „Kraków w początkach
    powstania styczniowego i wyprawa na Miechów”. Historyków wsparła literatura piękna.
    W ciągu paru lat ukazała się „Gloria victis” Orzeszkowej, „Echa leśne” i „Wierna rzeka”
    Żeromskiego, „Ojcowie nasi” Struga, „Kryjaki” Wielopolskiej.
    „22 stycznia 1863” stanowił zadatek większego dzieła na temat powstania, którego pisanie
    podjął J. Piłsudski wspólnie z M. Sokolnickim. Praca obydwu autorów przeleżała
    jednak w lwowskim Ossolineum – z niezbyt jasnych przyczyn – ćwierć wieku. Zaczęto ją
    drukować dopiero latem 1939 r. Nie zdążono...
  • WIERSZ JAKUBA WOŁYŃSKIEGO
    Rok Powstania Styczniowego. Ślub.

    ...Do Sławuty młody pan
    Dotarł tylko nocą,
    Mimo swych walecznych ran
    Spełniony był mocą.

    Koń arabski w drodze padł,
    Więc, pod nim był chłopski,
    Gdyż na dworze z konia zsiadł,
    Poznał wujka troskę.

    Pana wuj ten znanym był
    Magnatem w tych stronach,
    Od kacapów wielu krył
    Powstańców zranionych.

    Do pałacu siostrzeńca
    Zaprosił z radością,
    A młodzieniec, jak ojca,
    Ściskał jegomościa.

    Lecz przy stole wujkowskim
    Ciasną stała sala:
    Z pokłonem staropolskim
    Panna mu przedstała...

    Choć krwią słynny był chwacką -
    Spojrzenie to miłe,
    Jako lancą kozacką
    Z siódła pana zbiło.

    Dalej sen... Pewnego dnia
    Zapłakała ona,
    Kiedy siadł on na konia, -
    Szarżą do zagonu...

    Do końca Powstania pan
    W tym zagonie walczył,
    Zdobył zwycięstw, nowych ran, -
    Ale Bóg mu raczył

    Się poślubić z panną swą
    Za dwa długich lata,
    Gdy pokropił ziemię krwią
    Moskalskiego kata...

    Wrócił z wojenki chromym,
    Niczym taka rana...
    ...Pan ten Prapradziadkiem mym,
    Praprababcią panna.
  • PIEŚŃ POWSTAŃCÓW PRZY ZIMOWYM OGNISKU - 1863 KONSTANTY GASZYŃSKI ( WYKORZYSTANA W "NOCACH I DNIACH")
    http://www.youtube.com/watch?v=7s-zzernH-c

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

ULUBIENI AUTORZY

więcej